| |
|
|
Okręg Śląski ZWZ / AK
| |
|
|
|
kwasi
|
| |
|
| I ranga |
|
 |
|
| Grupa: Użytkownik |
|
| Postów: 27 |
|
| Nr użytkownika: 64.573 |
|
|
|
Piotr P³atek |
|
|
| |
|
Dzieki za info.
To chyba nie o te dokumenty chodzi.. niedawno rozmawiałem z płk. Starczewskim, on nic nie wie o znalezieniu Archiwum. Sam go szukał, razem z Walterem Janke zresztą.. Ono jest zakopane najpewniej na terenie Zagłębia..
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Skoro pojawiła się kwestia egzekucji „Pod Wałką”, to w relacji Władysława Babińskiego z Cieszyna znajdujemy takie oto zdanie:
W szczególności chciałem pomścić niewinnie powieszonego Karola Piechaczka, który mieszkał aż do aresztowania u nas na ul. Szarsznika.
I w ten oto sposób przechodzimy płynnie do relacji Władysława Babińskiego, który działał w sieci wywiadowczej Jana Mrózka, podległej Oddziałowi II Komendy Głównej AK (pion „Stragan” - Wydział Wywiadu Intensywnego) 
W relacji tej czytamy:
W czasie hitlerowskiej okupacji wstąpiłem w roku 1941 do Ruchu Oporu w Cieszynie. Organizatorami tajnej organizacji byli: Jan Mrózek i Gojniczek Władysław. [...] Byłem u prawnika Mrózka w Wędryni w CSRS. Tam otrzymałem polecenie pełnienia funkcji w wywiadzie wojskowym, w szczególności miałem obserwować ruchy hitlerowskich wojsk na terenie Śląska cieszyńskiego. Współpracowałem z Gojniczkiem.
Po jakim czasie Babiński przeniósł się do Wiednia:
Wyjechałem na prace fizyczne do Wiednia. Pracowałem w przedsiębiorstwie transportowym na Dunaju /Donau-Speditions-Gesellschaft/. Rozwoziliśmy części samochodowe i inne rzeczy, które służyły do celów wojskowych. Ja miałem polecenie bardzo ryzykowne i niebezpieczne do wykonania mianowicie: zakładanie bomb zegarowych w dolnych pokładach statków i wysadzanie ich w powietrze. Kilka takich eksperymentów zrobiłem, z jakim skutkiem nie wiem. Raz doszła do nas wiadomość, że po założeniu materiału wybuchowego w węglu na dolnym pokładzie statek miał wylecieć w powietrze. Maszyny piekielne, jak je nazywaliśmy, dostarczał nam przez łącznika kol. Mrózek. Były to bomby przeważne własnego wyrobu. Często zawodziły i nie wybuchały. Celem topienia statków było przede wszystkim zablokowanie „Żelaznej Bramy na Dunaju” na granicy Rumunii. Sabotaże te robiliśmy blisko 2 lata. Pomagał nam przy tym austryjak Vollmann. On nam przynosił paczki a ja wsadzałem je po odbezpieczeniu do węgla. Według umowy mieliśmy się spotykać ja, Mrózek i Gojniczek w parku Grinzig. Miałem za zadanie wprowadzić zakonspirowanych ludzi z fałszywymi papierami do portu wojskowego w Wiedniu. Mrózek jednak na umówiony czas się nie zjawił. Wiedzieliśmy zaraz, że jest źle, był zawsze słowny i dokładny. [...] Niedługo trwało bo 19 IV 1943 ja zostałem aresztowany. W dniu 18 II 1945 uciekłem z więzienia. Niestety na Głównym Dworcu w Ostrawie w dniu 25 II 1945 gestapo legitymuje mnie, zostałem rozpoznany i drugi raz aresztowany. Przyszło do strzelaniny, zostałem trafiony i schwytany.
Tymczasem przejdę do kwestii związanych z działalnością AK na Śląsku Cieszyńskim, jako że natrafiłem na materiały, do których nie dotarł Michał Heller, a które wnoszą sporo nowego do naszej wiedzy na temat struktury organizacyjnej AK na tym terenie...
Na początek odwołam się do życiorysu sierż. pchor. Franciszka Blachy ps. „Boruta”, sporządzonego przez Józefa Burka w dniu 15.05.1951 roku (w Darkowie). Otóż Franciszek Blacha urodził się 4.03.1913 r. w Raju – Karwinie 4, pow. Cieszyn. Jego ojciec był górnikiem, a on sam ukończył szkołę ludową, po czym studiował ekonomię. Był adiunktem – agronomem. Ale przejdźmy do kwestii najbardziej nas interesujących:
Już w listopadzie 1939 wstępuje do organizacji konspiracyjnej – Siły Zbrojne Polski. Jako żołnierz z kampanii wrześniowej organizuje tajną organizację – Związek Walki Zbrojnej (ZWZ) w obwodzie Raj – Frysztat – Darków – Łąki – Marklowice – Zebrzydowice – Kaczyce. Zostaje mianowany przez Inspektorat Rybnik komendantem powyższego obwodu. Oprócz tego pełnił funkcję kierownika organizacyjnego, propagandy i wojskowości.
Sprawą, na którą warto tu zwrócić uwagę, jest fakt, że w skład obwodu weszły zarówno tereny, które do roku 1938 należały do Polski (do polskiej części Śląska cieszyńskiego), jak i do Czechosłowacji (do Zaolzia). Kiedyś niemal za pewnik (aczkolwiek bez jakiejkolwiek podstawy źródłowej) przyjmowałem, że Obwód Karwina obejmował wyłącznie część Zaolzia. Tymczasem okazało się, że było inaczej...
Dodam w tym miejscu, że autor cytowanego życiorysu Franciszka Blachy, Józef Burek, został przez niego wciągnięty do konspiracji. Oto bowiem w swym własnym życiorysie (dokument bez daty) Józef Burek napisał:
Przysięgę składałem kierownikom placówek ZWZ naucz. Wł. Zapartowi i podchor. Fr. Blasze w parku zdrojowym w Darkowie. Zostałem kierownikiem rejonowym ZWZ, a później AK w rejonie Łąki n. Olzą – Darków – Frysztat – Karwina – Kopalnie. Należałem do sekcji wywiadu, znów w r. 1942 zorganizowałem komórkę sabotażową AK na kolei w Gliwicach, trójka: Burek, Artur Ondruch „Solony”, Józef Gajda „Pepa”.
Aby lepiej zrozumieć, jak to się stało, że Józef Burek organizował struktury konspiracyjne zarówno w Gliwicach jak i w Darkowie, przytoczę jeszcze jeden fragment jego relacji:
Dnia 22.6.1941 r. zostałem wysłany razem z 4 Polakami na przymusowe roboty do Bahnbetriebswagenwerk Gleiwitz w Gliwicach, gdzie pracowałem z „orderem P” na klapie marynarki aż do 10.2.1944 r. Z Gliwic przyjeżdżałem każdą sobotę do Darkowa, mieszkałem przeważnie całą okupację do 1944 r. u mojej matki, ½ km od domu rodzinnego konfidenta Gałuszki.
W tym miejscu przypomnę, że w poście nr 46 ( http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490&st=45# ) przywołałem fragment pracy Michała Hellera, z którego wynika, że w rejonie Zebrzydowic istniało zgrupowanie AK (nie wywodzące się z GL PPS) w sile 2 – 3 kompanii. Dalej zapytałem, czy zgrupowaniem owym nie był czasem III batalion 4 pułku strzelców podhalańskich i czy jedną z owych kompani nie była 3 kompania III batalionu 4 pułku strzelców podhalańskich z okolic Strumienia? Otóż wygląda jednak na to, że nie...
Ale wróćmy do życiorysu Franciszka Blachy i okoliczności aresztowania go przez gestapo. Oto Józef Burek pisze:
Moim zdaniem daje się przez swoją lekkomyślność i naiwność „nabrać” przez zamaskowanego hitlerowca Gałuszkę. Przysięgają sobie wzajemnie walczyć aż do ostatecznego zwycięstwa nad Niemcami. Franek święcie wierzy Gałuszce jako dobremu Polakowi – maturantowi polskiego gimnazjum realnego, a wywodzącego się z wywołanej rodziny polsko – katolickiej. Obaj zakonspirowani organizatorzy podziemia urządzają tajne spotkania w różnych miejscowościach i środowiskach nie wzbudzających podejrzeń ze strony niemieckiego kontrwywiadu. Takie spotkania odbywały się w domu Gałuszki, w raju u Blachy, w parku zdrojowym, nadolziańskich łąkach, w restauracjach, ba nawet w hotelach – w Karwinie, w hotelu „Unter dem Hirsch” we Frysztacie, w „Germanii” w Cieszynie. Te odważne przedsięwzięcia i zaplanowane akcje Blachy miały tragiczny finał. Gałuszka posiadał wszelkie zalety jako szpicel i agent niemieckiego wywiadu i kontrwywiadu. To też cieszyńskie gestapo obdarzyło go dużym zaufaniem, nadało mu posadę najpierw jako pielęgniarz, a w krótkim czasie jako lekarz w Orłowej ád Karwina.
Franciszek Blacha aresztowany został 17 stycznia 1943 roku:
W dniu 17 stycznia 1943 po północy zostaje aresztowany przez cieszyńskie gestapo. W tym dniu zostaje aresztowanych około 70 członków ZWZ – AK. Blacha siedział w areszcie śledczym w Cieszynie, gdzie wśród tortur był przesłuchiwany i konfrontowany. Mniej więcej po dwu miesiącach przyprowadza gestapo Franka zakutego w kajdany do domu. Posiadał pistolet, który miał ukryty w otworze komina. Tam też miał schowane papiery konspiracyjne. Komin był zasłonięty szafą. Gestapo daje rozkaz siostrze wydania pistoletu. Siostra musiała odsunąć szafę, cegłę wyciągnąć i broń i papiery wydostać. Z tego wynika, że skrytka była zdradzona. Kol. Blacha był przewieziony z Cieszyna do Polizei Ersatz Gefängnis w Mysłowicach. Tutaj byli wszyscy więźniowie bestialsko męczeni, niektórzy aż do utraty przytomności. Kilku nieszczęśliwców nie wytrzymując straszliwych tortur przyznawało się nawet do czynów, których w ogóle nie popełniło. W dniu 2 czerwca Franek Blacha „Boruta” został rozstrzelany na ścianie śmierci bloku 11. W tym dniu była rozstrzelana cała grupa Polaków, którzy byli aresztowani w styczniu 1943 r.
Pozdrawiam Wojciech Kempa
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
W zbiorach Józefa Burka natrafiłem na oświadczenie Eugeniusza Góreckiego z Piotrowic (pow. Karwina), noszące datę 19.11.1966 r., które to stanowi dla mnie niemałą zagadkę. Otóż z oświadczenia tego dowiadujemy się, że Eugeniusz Górecki był „komendantem tajnej organizacji ZWZ, kryptonim „Węgiel – Wata” na terenie Bogumin – Karwina – Cieszyn – Jabłonków.”
Sprawa jest o tyle ciekawa, że nazwisko Eugeniusza Góreckiego nie pojawia się ani w pracy Michała Hellera, ani w pracy Tomasza Milera. A z cytowanego oświadczenia wynika, iż stał on na czele organizacji obejmującej całe Zaolzie. Przy tym Górecki z jednej strony używa nazwy ZWZ, co by sugerowało, iż chodzi o wcześniejszy okres działalności konspiracyjnej, z drugiej zaś strony pojawiają się nam tu kryptonimy „Węgiel” i „Wata”, które były używane dużo później...
W pracy Tomasza Milera natrafiłem na taką oto informację (str. 87). Otóż opisując wydarzenia z drugiej połowy 1943 roku stwierdza on:
Szczególnie ważnym terenem dla WSOP-u było Zaolzie, zwłaszcza Zagłębie Karwińsko-Ostrawskie. To właśnie tutaj WSOP najsilniej rozwinęło swoją działalność. Jednostki zaolziańskie w krótkim czasie opanowały większość kopalń, hut i innych karwińskich zakładów przemysłowych. Na czele obwodu Zaolzie „Węgiel” stanął N.N. „Czarny” i on to prowadził większość działań związanych z tworzeniem i funkcjonowaniem WSOP.
Czy ów N.N. „Czarny” to nie jest czasem właśnie Eugeniusz Górecki?
Ale idźmy dalej i kontynuujmy wątek Podinspektoratu Cieszyn, ze szczególnym uwzględnieniem działalności WSOP. Oto bowiem Tomasz Miler pisze dalej:
Jednocześnie, realizując zadanie tworzenia wyspecjalizowanych komórek WSOP, w czerwcu 1943 r. Spyra skierował na teren Zaolzia Józefa Maćkowiaka z zadaniem tworzenia WSOP w kopalniach Zagłębia Karwińsko-Ostrawskiego. W krótkim czasie Maćkowiak zorganizował kopalniany WSOP w 50% kopalń Zagłębia Karwińsko-Ostrawskiego. Natomiast samo wydzielenie komórek kopalnianych nastąpiło dopiero w styczniu 1944 r. na wniosek podinspektora cieszyńskiego por. „Kowala”. „Orłowski” w przeciągu kilku miesięcy zorganizował struktury WSOP, tworząc w powiecie cieszyńskim sieć podkomisariatów, m.in. w Skoczowie, Ustroniu, Cieszynie, Wiśle. Na terenie Zaolzia analogiczne działania prowadzili „Czarny” i „Żbik”. W Trzyńcu dowódca tamtejszej komórki WSOP przesyłał raporty za pośrednictwem komendanta WSOP Rybnik Zotyki. [...] Ciągłe aresztowania, które na Śląsku Cieszyńskim trwały, z różnym nasileniem, przez cały rok 1943. Dodatkowo w listopadzie w szeregi jednego z oddziałów partyzanckich przeniknął konfident gestapo, co spowodowało falę aresztowań na Śląsku Cieszyńskim. Wypadki te i związane z tym stałe ubytki w kadrze dowódczej jednostek podinspektoratu, zmusiły sztab inspektoratu do przeprowadzenia reorganizacji podinspekcji „Cisu”. Podinspektorat docelowo miał składać się z dwóch obwodów: starocieszyńskiego, którym dowodzić miał Teofil Wita „Gruby”, „Broda” wraz z nowym sztabem i zaolziańskiego, gdzie dowodzić miał „Czarny”. W styczniu 1944 r. z rozkazu Kuboszka uległ likwidacji obwód Jabłonków. Planowano również zmianę na stanowisku komendanta WSOP w podinspektoracie. Dotychczasowemu komendantowi „Orłowskiemu” w aktywnej i efektywnej pracy konspiracyjnej przeszkadzały obowiązki zawodowe. Jego działalność wprawdzie nie została przez Niemców rozszyfrowana, więc Geier prowadził legalne życie, pracując w niemieckim urzędzie podatkowym, jednak obowiązki służbowe często kolidowały z pracą konspiracyjną. Często, właśnie z powodu pracy, „Orłowski” nie mógł stawiać się na zebraniach dowództwa, jego raporty niejednokrotnie nie dochodziły do dowództwa. W związku z tym proponowanym przez Spyrę następcą „Orłowskiego” był, pochodzący z Rychwałdu, Adolf Szewczyk.
W tym mijescu konieczne jest wyjaśnienie... Otóż w świetle ustaleń Michała Hellera Obwód Jabłonków istniał nadal, oto bowiem Heller stwierdza:
W rejonie Jabłonkowa aresztowania związane z likwidacją siatki wywiadowczej August Jana Margicioka mocno przerzedziły szeregi konspiracyjne, jednak istniał tu nadal Obwód AK Jabłonków kryptonim Wylew, noszący od styczna 1944 r. kryptonim cyfrowy 78. [...] Komenda Okręgu Śląskiego AK rozkazem z grudnia 1944 r. skasowała Obwód AK Jabłonków.
Tak więc według Michała Hellera likwidacja Obwodu Jabłonków nastąpiła rok później, aniżeli twierdzi Miler (wygląda na to, że wspomniany rozkaz Kuboszka ze stycznia 1944 r. nie wszedł w życie). Sprawę tę postaram się sprawdzić, jako że dokumenty dotyczące zmian krytponimów są w Bibliotece Śląskiej, w Dziale Zbiorów Specjalnych... Ale wróćmy do pracy Tomasza Milera:
W związku z reorganizacją podinspektoratu 25 stycznia 1944 r. Spyra, Szewczyk i Michalski „Leon” udali się do Marklowic, gdzie zostały omówione zasady reorganizacji podinspekcji. Mimo wcześniejszych zapowiedzi, na spotkanie nie dotarł „Orłowski”. Omówiono zakres działalności terenowej obwodu Zaolzie krypt. „Węgiel”, plany szkolenia kandydatów na podchorążych, obsadę stanowisk WSOP w przemyśle i omówiono stan uzbrojenia obwodu. Kolejną kwestią poruszoną na tym zebraniu był podział terytorialny obu odwodów. Zaolzie, jako obwód nr II miało obejmować tereny od Bogumina do Trzyńca, natomiast obwód starocieszyński miał przejąć od Zaolzia tereny Kończyc Wielkich i Małych, Zebrzydowic, Kaczyc i Marklowic Górnych. W tej sprawie sprzeciw zgłosił „Czarny” argumentując, że posiada zorganizowane komórki w wymienionych miejscowościach i nie chciałby tracić tych ludzi, których działalność zaczęła przynosić efekty. Podobnie sytuacja wyglądała w Czeskim Cieszynie, który według planów, również miał wejść do obwodu starocieszyńskiego. [...] Na zebraniu omówiono także szczegółowo jednostki zorganizowane na Zaolziu. Sprawę referował „Leon”, który przedstawił następujący schemat rozmieszczenia plutonów: - Darków, Frysztat Wschodni, Frysztat Zachodni – 1 pluton - Marklowice Górne, Marklowice Dolne, Zebrzydowice – 1 pluton - Piotrowice, Piersna, Zawada, Stare Miasto, Konkolna – 1 pluton - Raj, Kończyce Małe, Kończyce Wielkie – 1 pluton - Kaczyce, Stonawa, Łąka, Albrechtsdorf (Olbrachcice) – 1 pluton - Karwina – 1 pluton - Orłowa (obóz polski) – 2 plutony - Dąbrowa, Orłowa, Łazy – 1 pluton - Lutynia Polska i Niemiecka, Dittmannsdorf (Dziećmarowice) - 1 pluton - Bludowice, Datyń, Szumbark - Żywocice, Hermanice, Szobiszowice, Schonhl (Szonów) – 1 pluton - Cierlicko Dolne i Górne – 1 pluton - Stanisławowice, Mistnowice-Koniaków, Grodzisk – 1 pluton - Pietrwałd, Poręba, Rychwałd, Sucha Górna i Dolna, Sucha Średnia – 1 pluton Ogółem „Leon” wykazywał 13 plutonów, dodatkowo zastrzegając się, że dane nie są kompletne, a ilość jednostek z okolic Cieszyna i Cierlicka dostarczy w raporcie na miesiąc luty. Poza kwestiami podziału terytorialnego i obsady stanowisk dowódczych, „Kowal” referował sprawy szkoleń podchorążych oraz reorganizację WSOP na terenie Zaolzia. Ostatecznie wszystkich założeń nie zrealizowano. Nadal w zawieszeniu pozostała kwestia obsady stanowiska komendanta WSOP na podinspektorat, z powodu nieobecności Geiera. Doszło również do pewnych nieporozumień kompetencyjnych. Dowódcy obwodów zrozumieli, że podinspektorat zostanie wyłączony spod jurysdykcji Rybnika i ponownie otrzyma samodzielność. Przeświadczeni o tym lokalni dowódcy ostro zareagowali na próby narzucenia im dowódców pochodzących ze sztabu inspektoratu, obawiając się odsunięcia ich od kierownictwa. Sprawę łagodził Spyra, wyjaśniając stan faktyczny i plany inspektora rybnickiego. Po zakończonym zebraniu, 4 lutego Spyra i Szewczyk udali się do Skoczowa, do mieszkania Geiera, gdzie omówiono zasady następnego spotkania i ustalono jego termin na 27 lutego. Na spotkaniu tym obecni mieli być por. „Sas” jako dowódca wojskowy podinspektoratu „Cis”, „Leon”, „Czarny”, „Okularnik” (dowódca jednostek GL PPS) oraz Spyra, Szewczyk i Geier. Jednak aresztowanie Kuboszka uniemożliwiło Spyrze wzięcie udziału w zebraniu i prawdopodobnie dalsze kwestie zmian kompetencyjnych w podinspektoracie zostały odłożone w czasie. [...] Kwestia obsady dowództwa WSOP powróciła już w maju, kiedy Geier otrzymał wezwanie do wojska niemieckiego. „Orłowski” zameldował o tym swoim przełożonym i kilka tygodni później zgłosił się do niego „Kowal”, który stwierdził, że meldunek o powołaniu Geiera przyszedł zbyt późno, by inspektorat mógł w tej sprawie skutecznie interweniować. „Kowal” nakazał „Orłowskiemu” zdanie spraw organizacyjnych i finansowych por. „Sasowi”. Powrócono wówczas do projektu Kuboszka z końca 1943 r. i rozkazem „Makopola” Szewczyk połączył wówczas funkcję podinspektora „Cisu” i komendanta WSOP na podinspektorat. [...] Szewczyk, pełniąc funkcję podinspektora, a później komendanta WSOP w podinspektoracie, cały czas pracował w kopalni „Piotr-Paweł” w Knurowie. Łączność z podległymi strukturami utrzymywał za pośrednictwem łączników, dodatkowo dwa razy w miesiącu jeździł na Zaolzie. Wobec braków kadrowych w sztabie inspektoratu, Szewczyk pełnił również funkcję zastępcy dowódcy batalionu Orzesze. Kiedy w czerwcu 1944 r. gestapo wpadło na trop dowódcy batalionu Maksymiliana Chroboka i Szewczyka, ten ostatni wówczas zbiegł na Zaolzie, gdzie przebywał w sztabie dowódcy obwodu Zaolzie „Leona”, od tej pory dowodząc podinspektoratem z terenu Zaolzia. Kilka miesięcy później przeniósł się na teren powiatu rybnickiego i, według słów Jankego, zrezygnował z funkcji podinspektora cieszyńskiego. Wobec zaistniałej sytuacji, na mocy wcześniejszych ustaleń, podinspektorem cieszyńskim został Roman Motyka. [...] Natomiast podinspektorat Cieszyn pod koniec 1944 r. prawdopodobnie ponownie uzyskał samodzielność. W rozkazie ppłk. Jankego z grudnia 1944 r. dot. zmiany kryptonimów poszczególnych inspektoratów, Cieszyn wyszczególniony jest jako osobny inspektorat o krypt. „Wata”. Potwierdzeniem uzyskania przez Cieszyn samodzielności może być również fakt, że pod koniec 1944 r. w sztabie inspektoratu rybnickiego brak jest przedstawiciela cieszyńskiego AK. [...] Przebywający na Zaolziu „Kowal” wrócił na teren powiatu rybnickiego i dołączył do oddziału partyzanckiego dowodzonego przez Pawła Góreckiego „Hanysa”. Najprawdopodobniej złożył on wówczas funkcję podinspektora cieszyńskiego, nadal będąc zastępcą dowódcy batalionu Orzesze i prawdopodobnie komisarzem WSOP na inspektorat. Z dokumentów niemieckich wynika, że pod koniec 1944 r. sztab podinspektoratu został w znacznej mierze opanowany przez działaczy PPS. Kierownikiem wojskowym podinspektoratu miał być wówczas ps. „Kropidło”, a kierownikiem politycznym miał być Roman Motyka.
Może więc Eugeniusz Górecki to jednak nie „Czarny”, ale „Kropidło”? Albo „Kropidło” i „Czarny” to jedna i ta sama osoba?
Z drugiej jednak strony Miler powołuje się tu na znane nam sprawozdanie komendanta policji bezpieczeństwa w Katowicach dotyczące organizacji i działalności AK na terenie Rejencji Katowickiej z 18 rudnia 1944 r., gdzie czytamy:
O tym podinspektoracie jest mało materiałów. AK składa się tu w większości z członków PPS. Kierownikiem inspektoratu jest „Olza”, kierownikiem wojskowym – członek PPS „Kropidło”, a kierownikiem politycznym – członek PPS „Roman”, zwany także „Kopaczką”.
Nie muszą dodawać, że jest to źródło mało wiarygodne („Olza” to pseudonim gen. Brunona Olbrychta, który był dowódcą Grupy Operacyjnej „Śląsk Cieszyński”)...
Z kolei według Michała Hellera „Kropidło” to jeden z pseudonimów (wywodzącego się z GL PPS) por. Tadeusza Kamlińskiego, który – zdaniem Hellera – w okresie od kwietnia do czerwca 1944 r. dowodził Podinspektoratem Cieszyn i który przede wszystkim znany był pod pseudonimem „Buszmen”. Michał Heller tak opisuje okoliczności opuszczenia przez „Buszmena” terenu Podinspektoratu, dokąd przybył raptem dwa miesiące wcześniej:
W czerwcu 1944 r. Tadeusz Kamliński zlikwidował bardzo groźnego żandarma z Kończyc i zagrożony musiał opuścić teren. Ciało Niemca ukryto tak dobrze, że władze okupacyjne nie odnalazły go. Dzięki temu miejscową ludność ominęły represje. Szybki wyjazd Buszmena (pseud.) uniemożliwił usunięcie napięć pomiędzy kierownictwem AK a PPS w rejonie Kończyc – Zebrzydowic i Kaczyc. Nie podporządkowano też bezpośrednio podinspektorowi cieszyńskiemu plutonu w Brennej [który dotąd podlegał pod Inspektorat Rybnik – uwaga w.k.] W tej niekorzystnej sytuacji schorowany Roman Motyka zlikwidował w podinspektoracie cieszyńskim Obwód Jabłonków kryptonim Wylew, pozostawiając tylko dwa obwody: Karwinę kryptonim Węgiel i Cieszyn kryptonim Wahadło.
A może Eugeniusz Górecki przejął dowodzenie nad Podinspektoratem po opuszczeniu tego terenu przez Szwajnocha? A czy używał on pseudonimu „Czarny”?
Przy okazji warto zwrócić uwagę na to, że Heller podaje tu informację, iż Obwód Jabłonków zlikwidowano latem 1944 r., co pozostaje w sprzeczności z tym, co pisał on w innym miejscu...
Natomiast wróćmy jeszcze do kwestii GL PPS, której włączenie w szeregi AK pozwoliło wypełnić luki powstałe w następstwie rozbicia sieci „Augusta”. Według szacunków wywiadu AK, liczebność GL PPS na terenie powiatów rybnickiego, pszczyńskiego i cieszyńskiego z Zaolziem szacowano na około 1400 ludzi. Zdaniem komendanta AK Zygmunta Waltera – Janke, siły PPS na terenie powiatów rybnickiego i pszczyńskiego były znikome. W trakcie spotkania, które odbyło się w Wilchwach (prawdopodobnie we wrześniu 1943 r.), w restauracji „Cyganka” Roman Motyka - „Kopaczka” potwierdził, że jego organizacja liczy 1400 osób, dodając, że ma ona w górach dwa oddziały partyzanckie, nie precyzując ich liczebności.
Pozdrawiam Wojciech Kempa
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Dotarłem do interesującej relacji Marii Kawikowej, siostry Karola Hellera, dowódcy plutonu Brenna oddziału partyzanckiego „Wędrowiec”. Pozwolę sobie zaprezentować obszerne fragmenty:
Było to w styczniu 1940 roku. Zawezwano mnie na urząd gminny. Przedtem renegaci urabiali już opinię, namawiając ludzi do zdeklarowania narodowości śląskiej. Po co się rzekomo narażać Niemcom. Przyszłam na urząd z całą rodziną i bratem Karolem, który uciekł z niewoli. Wypełniliśmy formularz jednakowo. Podeszłam do jednego ze stolików, gdzie siedział długoletni nauczyciel naszej szkoły. Spojrzał na mój formularz i zwrócił mi go z uwagą, że źle wypełniłam, bo w rubryce narodowość mam napisać „śląska” a nie polska. A tak samo język śląski a nie polski. - Panie nauczycielu – powiedziałam – kto jak kto, ale pan powinien wiedzieć, że nie ma narodu śląskiego, jest tylko dzielnica śląska i tak samo nie ma języka śląskiego, jest tylko gwara śląska języka polskiego. Obecni tej scenie roześmiali się, uśmiechali się nawet urzędnicy niemieccy, tylko nasz rechtór czerwienił się ze złości i wstydu. Jako świeżo upieczony „Volksdeutch” dał się mi i mojej rodzinie od razu we znaki. Dokuczał gdzie mógł i jak mógł. Zresztą od tej chwili narażeni byliśmy na ustawiczne szykany ze strony urzędów niemieckich.
Dalej mamy opis owych szykan, który w tym miejscu pominiemy... Tymczasem idźmy dalej:
W lutym rozpoczęły się aresztowania. Brat Karol poszukiwany przez gestapo ukrywał się u mnie. Wychodził czasami na kilka dni i wracał z konspiracyjnymi gazetkami, które dawał czytać mnie i mężowi. Przychodzili do nas różni ludzie. Zawsze długo radzili z Karolem, przynosili paczuszki i zabierali jakieś dokumenty. Potem złapali w Wapienicy Staszka, tego co przychodził do nas i mówił z takim ogromnym przekonaniem. Bronił się. Został ranny. Sześć tygodni znęcali się nad nim gestapowcy w Cieszynie, zanim go rozstrzelali. Nie wydał nikogo. Front się przedłużał, wojna też. Niemcy potrzebowali coraz więcej żołnierzy. W marcu 1941 roku wezwano na Atskomisariat w Skoczowie wszystkich chłopców z okolicy, którzy przekroczyli wiek 18 lat. Wezwano tych, co na palcówce wpisali narodowość śląską. Kazano im podpisać Volkslisty. Większość chłopców odmówiła, tłumacząc się, że czują się Polakami. Rozwściekleni Niemcy wpakowali 140 opornych chłopaków do wagonów towarowych, wywożąc ich do kopalni rudy żelaznej w Salzgitter. Nim pociąg ruszył z dworca, chłopcy stłoczeni w wagonach zaśpiewali Jeszcze Polska nie zginęła i Góralu czy ci nie żal... Śpiewali głośno i hardo, ludziom z tego śpiewu wzruszenie ściskało gardło.
c.d.n.
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Zanim powrócę do omawiania relacji Marii Kawikowiej, pochwalę się, że prawdopodobnie udało mi się rozwiązać zagadkę związaną z osobą Eugeniusza Góreckiego. Oto bowiem z relacji Elżbiety Kani (żony Dominika Kani, w gospodarstwie którego mieścił się schron, w którym swą siedzibę miał sztab Inspektoratu Rybnickiego AK) z 15 V 1970 r. dowiadujemy się, że owa Elżbieta Kania „jeździła z tajną pocztą do Marklowic k. Frysztatu ČSR, a mianowicie do komendanta obwodu Eugeniusza Góreckiego „Leon” i jego brata Frydolina, gdzie mieściła się skrzynka kontaktowa.”
Tak więc Eugeniusz Górecki miał używać pseudonimu „Leon”. A tymczasem, o czym juz pisalem, Jan Spyra na przesłuchaniu w PUBP Rybnik, które miało miejsce w dniu 29 czerwca 1951 roku, zeznał:
„W tym celu Lech skontaktował Kowala z ps. Leon d-cą Obwodu Węgiel jako części składowej podinspekcji Cisu i z Orłowskim z Skoczowa jako dotychczasowego ogólnego d-cy WSOP podinspekcji Cis.”
Występujący tu „Leon”, jako komendant Obwodu Zaolzie, pojawia się nam też i w innych dokumentach UB, które dziś możemy znaleźć w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Katowicach. Przy tym wedle ustaleń funkcjonariuszy UB ów „Leon” miał mieć na nazwisko Michalski. Wygląda jednak na to, że ubecy dali się zwieść, bowiem w rzeczywistości „Leon” to najprawdopodobniej Eugeniusz Górecki...
A skoro już wspomniałem o relacji Marii Kani, to może warto przytoczyć opis bunkra, który mieścił się w jej zabudowaniach w Jastrzębiu Górnym i z którego to miał wydawać rozkazy Władysław Kuboszek... Oto bowiem w cytowanej relacji Elżbiety Kani czytamy:
W sąsieku stodoły wykopano duży rów, zrobiono podłogę z desek, obito ściany. Zrobiono prymitywne łóżka i umieszczono w zamaskowanym, schronie – sąsieku., w którym mieściło się 11 łóżek. Sufit był ubity również z desek, na który położono grubą warstwę słomy, do schronu wchodziło się ½ m² dziurą z przeciwnej strony stodoły, tak że była dobrze zamaskowana.
Zwieńczeniem niezwykle ciekawej relacji jest opis momentu aresztowania Dominika Kani i jego współpracowników, w następstwie dekonspiracji bunkra. Ale zanim do tego przejdziemy, powróćmy na moment do pracy Tomasza Milera:
Już w 1940 r. sztab inspektoratu miał swoją siedzibę w Jastrzębiu Dolnym w domu Dominika Kani. W zabudowaniach gospodarskich wybudowano bunkier przeznaczony dla 15 osób, w którym magazynowano bron i przechowywano archiwum inspektoratu. W domu tym mieścił się także sekretariat inspektoratu, prowadzony przez Wandę Bocek ps. „Dula”. W lutym 1944 r., po aresztowaniu Kuboszka czasowo zlikwidowano tą siedzibę, przenosząc archiwum inspektoratu do Świerklan do domu Jana Maciończyka. W kwietniu p.o. inspektora rybnickiego „Makopol” ponownie zainstalował sztab inspektoratu w domu Kani, który działał tam do 27 czerwca 1944 r., kiedy, po ujęciu w Żorach dwóch żołnierzy AK – Wawrzyńca Kłapsi ps. „Kubuś” i Franciszka Wojtka ps. „Pluskwa”, Niemcy przeprowadzili w Jastrzębiu obławę. Sytuacja była wówczas wyjątkowo niebezpieczna, gdyż tego dnia zaplanowano przegląd oddziału dywersyjnego inspektoratu pod dowództwem „Pluskwy”, a także wydzielony pluton oddziału „Wędrowiec”. Udział w koncentracji wziąć miał również komendant okręgu Śląskiego AK Janke. Obecni byli także Cierpioł, Spyra, Wita, Rafał Sitek – dowódca jastrzębskiego plutonu „Stokrotka”. Przed południem Wita wyjechał do Raciborza po broń, natomiast „Pluskwa” z Kłapsią pojechali do Żor, gdzie również odebrać mieli pistolet maszynowy, który dostarczyć miał nieznany kolejarz. Spotkanie to okazało się pułapką: w strzelaninie, jaka wywiązała się w żorskiej restauracji Siemiakowskiego, zginął Franciszek Wojtek „Pluskwa”, natomiast Niemcom udało się ująć rannego Kłapsię, który zdradził Niemcom plany koncentracji. W tym czasie Spyra oczekiwał na stacji kolejowej w Jastrzębiu Górnym na przyjazd Jankego, który przyjechać miał o 13.00 lub 16.00. Około 20.00 akowcy przebywający w domu Kani spostrzegli grupę Niemców w sile ok. 25 funkcjonariuszy Schutzpolizei, gestapo i żandarmerii zbliżających się do domu Kani. „Makopol” wydał rozkaz przygotowania obrony, jednak odwiedziony od tego pomysłu przez Dominika Kanię, ostatecznie nakazał swoim ludziom wycofać się bez strzału. Partyzanci, korzystając z przedłużającego się rozpoznania terenu przez Niemców, wycofywali się w stronę Szerokiej, pod osłonę pobliskiego lasu, gdzie zatrzymali się, by obserwować bieg wydarzeń. Cierpioł proponował Dominikowi Kani wycofanie się, jednak ten nie zgodził się i zdecydował pozostać w domu. Uważał, że po opuszczeniu domu przez akowców jest bezpieczny, a znajdujący się pod zabudowaniami gospodarczymi bunkier jest dostatecznie zamaskowany. Kiedy grupa Niemców idąca od strony Jastrzębia podeszła do gospodarstwa Kaniów, połączyła się z grupą nadciągającą od strony Gogołowej, która prowadziła ujętego Kłapsię. Niemcy wdarli się do domu Kani, i, na podstawie danych uzyskanych od Kłapsi, znaleźli bunkier, przejmując znajdujące się w nim zapasy broni, amunicji, dokumenty konspiracyjne, m.in. dotyczące odtwarzania 4 psp i zapasy żywności.
Tymczasem zobaczmy, jak te wydarzenia opisuje Elżbieta Kania:
Straciłam męża, jego chwycili, bo już nie poradził uciec, związali go i zawieźli na gestapo, może Pan sobie wyobrazić, jak go torturowali i bili do nieprzytomności, zginął w obozie Gross Rosen. Ja uciekłam z synkiem do zboża i tam się ukryłam, przykucnięta do ziemi, jednak policjant gonił z psem tam i sam w zbożu. Pies wywąchał nas, policjant przyleciał, zobaczył przy mnie dziecko, udawał, że nas nie wykrył i odszedł. Górecki również uciekł do zboża, rower rzucił i uciekł, a ja jak się trochę uciszyło, uciekłam z Romankiem w stronę Pszczyny, tam ukrywałam się u znajomych aż do zakończenia wojny.
Tak więc i w kontekście tychże wydarzeń pojawia nam się osoba Góreckiego...
Pozdrawiam
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
A tymczasem, zgodnie z zapowiedzią, powracam do relacji Marii Kawikowej z Brennej (siostry Karola Hellera):
19 marca 1942 r. rano przyszła niemiecka policja do naszego domu, pytając, gdzie moi synowie. Pięciu ich było w wieku poborowym, ale wszyscy zdeklarowali się jako Polacy. Kazano im stawić się następnego ranka na posterunku policji w Brennej. Powiedziałam, że pojechali po siano do Rudnicy i nie wiem, kiedy wrócą. Rano tych Polaków, co stawili się na posterunku, powieźli do Cieszyna. Zawieźli ich nad Olzę, stała tam szubienica, na której powieszono 24 Polaków z całej ziemi Cieszyńskiej. Między nimi zginął też mój bratanek Rudolf Heller. Za jakiś czas zawezwano mojego chorowitego męża na posterunek w Brennej. Podpiszcie Volkslistę, bo inaczej... Zawezwano go po raz drugi, po raz trzeci na gestapo do Cieszyna. Użyto wobec niego takich argumentów, że kiedy wrócił, rodzina nie mogła go poznać. Już się z tego nie spamiętał, zmarł po kilku miesiącach. Zostałam sama z dziewięciorga dziećmi. Zapowiedziano mi wysiedlenie i obóz koncentracyjny.
Z kolei przejdźmy do wydarzeń, które doprowadziły do powstania oddziału partyzanckiego „Wędrowiec”:
W grudniu 1942 r. gestapo otoczyło dom Kawikowej. Brat Karol był w kuchni, domyślił się, że o niego chodzi. Z myślą o ucieczce wpadł do sieni, ale tam stało już kilku żandarmów. - Nazwisko! – krzyknęli. Podał nazwisko jednego z synów szwagra. - A Heler? Heler gdzie mieszka? - Tam – wskazał na drzwi kuchni. W tym momencie z kuchni wyszło dwóch synów Kawikowej, a z przeciwnych drzwi dwóch synów jej szwagra. Tylu ludzi na raz wprowadziło zamęt wśród podekscytowanych żandarmów. Byli przekonani, że jeden z nich to Karol Heler, tymczasem Karol niepostrzeżenie wyszedł tylnymi drzwiami. Do ogrodu i w las. Kawikową i jej synów wyprowadzeni w pole Niemcy zabrali do ogrodu i chcieli rozstrzelać. Ustawili ich twarzą do ściany, odbezpieczyli broń. Kawikowa skoczyła do nich jak lwica. - Strzelajcie swoich żołnierzy! – rzuciła im gniewnie w twarz Zdezorientowani gestapowcy stwierdzili, że chłopcy rzeczywiście w tym samym dniu mieli wyjechać do wojska. Odeszli źli, klnąc na czym świat stoi, synowie spóźnili [się na] transport i zostali jeszcze miesiąc w domu. Kawikową zaś zabrano na posterunek, gdzie musiała podpisać wyrok śmierci na siebie, jeśli nie doniesie, w wypadku gdyby brat do niej powrócił. Brat ukrywał się, gdzie mógł. W szopach, w stodołach, a czasami u dobrych ludzi. Na wiosnę skontaktował się z drugim bratem Kawikowej – Stanisława. Dołączył do nich Józef paluch, żołnierz polski, który zbiegł z obozu jenieckiego z Wrocławia. Na górze zwanej Niedźwiedziem w Brennej zbudowali prymitywną ziemiankę, w której zamieszkali. Przez całe lato 1943 r. Kawikowa dostarczała im żywności. A lokatorów bunkra przybywało. Pod koniec lata było ich już 11. Pluton przyjął nazwę Wędrowca, zresztą zwędrował on całe Beskidy. Największy kłopot był z wyżywieniem. Przede wszystkim zaś z zdobywaniem broni, której brakowało jak soli. We wrześniu tegoż roku zginał pierwszy partyzant z plutonu. W starciu w Szczyrku dostał postrzał w brzuch Karol Bujok. W Górkach był lekarz, ale nie przyszedł, bał się. Ranny zmarł po długich męczarniach. Koledzy wykopali mu grób pod jodłą. „Wyścielałam z córką Nelką grób gałązkami jedliny, żeby nie miał twardo... Pogłaskałam go po włosach, myśląc o jego matce. Potem uklęknęłyśmy z córką nad jego grobem. Nie przypuszczałam, że zaniedługo nie będę mogła nawet tyle zrobić dla mego poległego brata.” Jesienią 1943 roku zbudowano drugi bunkier na polu Rudnickich, których syn był również w plutonie. Zbudowano go w tak zwanej gromadzicy, czyli kupie kamieni, myląc czujność Niemców, którzy szukali bunkrów partyzanckich wyłącznie w lesie, w gęstym podszyciu. Najgorzej było w zimie, kiedy znać było wszelkie ślady. Ale i na to znalazła się rada. Kilku wtajemniczonych chłopców kręciło się na nartach i jeździło wokół gromadziska tak długo, aż zatarli wszelkie ślady. Bunkier nie ratował jednak partyzantów przed głodem, chłodem, chorobami i wszami.
c.d.n.
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Powrócę teraz do tego, o czym pisałem tutaj:
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=55490&st=45#
Na początku października 1948 roku Ernest Szymiczek podjął próbę nawiązania kontaktu z UB celem ujawnienia kompani w zamian za gwarancje bezpieczeństwa żołnierzy. 7 października 1948 roku na posterunek MO w Pawłowicach przybył ppor. Władysław Kulfik, zastępca komendanta MO w Chrzanowie, z informacją, iż 300-osobowa kompania WiN ma zamiar się ujawnić. O wydarzeniu tym dowiadujemy się z pisma zastępcy szefa PUBP Bielsko A. Pająka do szefa WUBP majora Marka z 18 października 1948 roku:
„W dniu 7.10.48 r. w godzinach wieczornych zgłosił się ppor. WP na posterunku w Pawłowicach pow. Pszczyna, który okazał legitymację służbową nie ujawniając nazwiska. Oświadczył, że nazwisko jego zna UB Bielsko. Oświadczył, że na terenie pow. Bielska wsi Bąków, Strumień jest org. WiN , której dowódcą jest Szymiczek Ernest ps. „Storczyk”, kierownik szkoły Pow. W Bąkowie, który powrócił z zagranicy. Szymiczek powiedział do ppor., że pragnął by się ujawnić przed władzami Bezp. w raz z 300 członkami org., lecz pod warunkiem, że nie będzie pociągnięty do odpowiedzialności.”
Następnego dnia, tj. 8 października 1948 roku, ppor. Kulfik wystosował pismo do PUBP Bielsko, w którym przekazał szereg informacji na temat 3 kompani III batalionu 4 psp. W piśmie tym informował, iż dowódcą kompani strumieńskiej w czasie okupacji niemieckiej był por. Solarz z Zarzecza, a dowódcą batalionu, w skład której wchodziła kompania, był por. „Cebula” z Zaolzia. Ów por. „Cebula” miał posiadać biuro w Pszczynie i w tym to biurze miał zostać aresztowany przez gestapo.
18 listopada 1948 roku Władysław Kulfik został przesłuchany na okoliczność swoich kontaktów z Ernestem Szymiczkiem. W trakcie przesłuchania powiedział on, iż do AK zwerbowany został w roku 1942 przez Ernesta Szymiczka i że w AK pełnił funkcję łącznika pomiędzy zastępcą dowódcy kompani Ernestem Szymiczkiem a dowódcami plutonów. Władysław Kulfik zeznał między innymi:
„Jako łącznik utrzymywałem kontakt między Szymiczkiem E. jako z-cą d-cy kompanii 3-ej a dowódcami plutonów wchodzącymi w skład kompanii 3-ej. W związku z tą funkcją poznałem plutonowych: Płonkę N. byłego urzędnika celnego ze Zbytkowa, dowódcę plutonu Zbytków, Bruta N. ogrodnika w Ochabach (zaginiony), dowódcę plutonu Drogomyśl, Ochaby, kaprala Krzempka Antoniego robotnika młynarskiego zamieszkałego obecnie w Strumieniu, d-cę plutonu Strumień. Oprócz nich jako członków tej organizacji poznałem: Pająka Antoniego z Bąkowa, Bojdę N. i Króla N. ze Zbytkowa, Pomykacza Jerzego nauczyciela z Drogomyśla, Szymiczka Alojzego z Pruchnej i Szymiczka Józefa ze Strumienia, oraz Rychlika N. ze Zabłocia. Działalność tej grupy trwała przez 1942 r. Na początku bowiem 1943 r. nastąpiły aresztowania wśród członków 3-ej kompanii. Aresztowani zostali wówczas przez niemców: Szymiczek Ernest, Szymiczek Józef, Żona Józefa Szymiczka zbiegła przed aresztowaniem i ukrywała się. Na skutek tych aresztowań organizacja zawiesiła działalność, a wnioskuję to z tego, że nie dawano mi żadnych zadań ani poleceń. W sierpniu 1944 r. nastąpiły ponowne aresztowania i tak aresztowano mnie, brata Rychlika z Zabłocia, profesora Jasiaka ze Strumienia (zaginiony), Zielińskiego z Zarzecza, studenta Janika z Mnicha, Wronę ze Strumienia, nauczyciela Michalczyka ze Strumienia, Bojdę, Króla i Płonkę ze Zbytkowa, Bruta z Ochab i Krzempka ze Strumienia.”
Nieco dalej Władysław Kulfik dodał:
„W toku rozmowy Szymiczek Ernest podał mi, że organizacja do której zostałem przez niego zwerbowany nazywała się Związkiem Walki Zbrojnej i był to IV Pułk Strzelców Podhalańskich Cieszyn kompania III. Dowódcą tego Pułku był niejaki pseudo „Cebula” w randze porucznika, który kwaterę miał w Boguminie. Dowódcą kompanii III był Solarz nauczyciel z Zarzecza. O aresztowaniu członków grupy Szymiczek mówił, że były one na skutek wykrycia przez niemców kwatery „Cebuli” i aresztowania go. Niemcy zdobyli wówczas część pseudonimów członków IV Pułku. Szymiczek mówił, że „Cebula” miał w toku śledztwa wymienić go jako dowódcę 3-ej kompanii i dlatego też został aresztowany. W toku przesłuchania względnie śledztwa, jak mówił to sam Szymiczek, zdradził on 27 nazwisk członków kompanii, którzy na skutek tego zostali oni przez niemców aresztowani. Wśród tych nazwisk było również i moje.”
To tyle tytułem przypomnienia...
Dodam tylko, że informację o „załamaniu się” Ernesta Szymiczka w toku przesłuchania poddałem w wątpliwość, ale nie o tym chciałem tu pisać.
Chciałem bowiem wrócić do osoby „Cebuli”, który według Kulfika miał być bądź to dowódcą III batalionu 4 pułku strzelców podhalańskich (pismo z 8 października 1948 roku), bądź to dowódcą całego tego pułku (przesłuchanie z 18 listopada 1948 roku).
Tymczasem dotarłem do relacji wspomnianego powyżej Adolfa Bojdy ze Zbytkowa k. Strumienia z 25 VII 1967 roku, w którym to stwierdza on:
Ja pracowałem w łączności i wywiadzie. Byłem opiekunem Kompanii ZWZ w Skoczowie /1942 – 43/. [...] Komendantem wywiadu na terenie Jastrzębie – Strumień – Zebrzydowice – Piotrowice – Frysztat – Orłowa – Bogumin był „Cebula”. Z „Cebulą” miał łączność OMOZIK Karol. Schadzki mieli w Piotrowicach koło Frysztatu. Cebula przyjeżdżał również do Strumienia i Zbytkowa. „Cebula” wydawał Omozikowi i mnie szyfrowane raporty. Raporty przekazywaliśmy Kuboszkowi. Kiedy aresztowali „Cebulę”, znaleźli u niego w puszkach raporty i spisy członków konspiracji. Ja byłem aresztowany w sierpniu 1944 r.
Sprawa nam się tu więc wyraźnie komplikuje...
Wygląda bowiem na to, że „Cebula” nie był dowódcą pułku czy batalionu, nie był nawet związany z pionem wojskowym AK, ale z pionem wywiadowczym, na którego czele w Podinspektoracie Cieszyn stał Jan Margiciok, który to podległy mu teren podzielił na dwie części, przy czym północną częścią, obejmującą wskazany tu obszar (Strumień – Zebrzydowice – Piotrowice – Frysztat – Orłowa – Bogumin), dowodził Teofil Witta ps. „Wieczorek, „Skat”, „Waligóra”, „Jurek”. Tyle że Teofil Witta nie został aresztowany przez gestapo, więc to nie o niego się tu rozchodzi...
Pozdrawiam
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Tymczasem wrócę jeszcze na moment do relacji Adolfa Bojdy ze Zbytkowa:
Stały kontakt miałem z „Cebulą” i Kuboszkiem. Kiedy ja byłem aresztowany, obaj juz nie żyli. [...] „Cebula” przyjeżdżał do nas z Czechosłowacji, skądś od Piotrowic. W Czechosłowacji byli aresztowani. „Cebula” nie wytrzymał bicia i wsypał kolegów.
Naprawdę zachodzę w głowę, kim mógł być ten „Cebula” i jaką funkcję pełnił w organizacji...
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Tymczasem wrócę do ustaleń Tomasza Milera, który w taki oto sposób opisał działalność ZWZ / AK na Śląsku Cieszyńskiego w okresie od rozbicia Inspektoratu Cieszyńskiego na początku 1941 roku do rozbicia „Sieci Augusta”, jak zwykło się określać to, co stało się na początku roku 1943:
http://www.pamiec.jasnet.pl/pdf/inspektorat.pdf
QUOTE Komenda Okręgu Śląskiego, przystępując w połowie 1941 r. do odbudowy sieci terenowej, zachowywała szczególną ostrożność. Latem reaktywowano inspektorat Cieszyn, jednak ciągłe aresztowania na tym terenie uniemożliwiały jakąkolwiek działalność. Dodatkowo mianowany w kwietniu inspektor cieszyński (nazwisko i pseudonim nie znane), stwierdziwszy brak możliwości rozpoczęcia pracy konspiracyjnej, wyjechał na dłuższy okres do Warszawy. Pod koniec roku inspektor Kuboszek nawiązał kontakt z desygnowanym przez Okręg inspektorem cieszyńskim. Prawdopodobnie już wtedy Okręg przewidywał podporządkowanie inspektoratu Cieszyn krypt. „Cis” pod komendę Rybnika w nadziei na szybkie odtworzenie sieci terenowej ZWZ na Śląsku Cieszyńskim. Kontakty były utrudnione faktem, iż inspektor cieszyński rzadko przebywał na terenie inspektoratu. Do spotkania obu inspektorów doszło 28 stycznia 1942 r., na którym omówiono plany dalszej współpracy. Tego samego dnia gestapo aresztowało jednego z delegowanych do pracy w sztabie „Cisu”, któremu udało się jednak zbiec z transportu. Postawa inspektora cieszyńskiego, a także ciągłe aresztowania skłoniły Komendę Okręgu do rezygnacji z próby uruchomienia Cieszyna jako samodzielnej jednostki terytorialnej. W marcu 1942 r. inspektorat cieszyński ostatecznie został zlikwidowany i jako podinspektorat przekazany pod komendę inspektora rybnickiego. Już 10 marca Kuboszek wydał rozkaz kierujący na teren przejętego podinspektoratu Jana Margicioka „August” „Mazur”, „Mały”, „Herman” i Leopolda Hałaczka „Dolina”, „Tadek” z zadaniem odtworzenia cieszyńskich struktur konspiracyjnych. Z rozkazu Kuboszka Hałaczek objął kierownictwo referatu wojskowego i zajął się organizowaniem obwodów podinspektoratu według przekazanego ze sztabu inspektoratu oleatu. Natomiast Margiciok otrzymał polecenie zorganizowania wywiadu. Na siedzibę sztabu podinspektoratu wybrano Orłową. Inspektor Kuboszek nalegał na pośpiech przy rekonstrukcji struktur, z zachowaniem najwyższej ostrożności. 26 marca na teren podinspektoratu przybył Paweł Cierpioł, który szczegółowo przedstawił kwestie dotyczące spraw organizacyjnych i budżetowych. Przystępując do organizowania struktur konspiracyjnych Hałaczek natrafił na szereg trudności. Na terenie cieszyńskim nadal trwały aresztowania wśród członków ZWZ. W styczniu 1942 r. Niemcy aresztowali 83 osoby, w marcu kolejne 5. Aresztowania trwały również przez następne miesiące, więc Hałaczek nie mógł podejmować prób przejęcia tych jednostek, a potencjalni nowi konspiratorzy, w obawie przed aresztowaniami, odmawiali wejścia w struktury konspiracyjne. Kolejną przeszkodą był pobór do armii niemieckiej, który objął roczniki od 1903 wzwyż, a który trwał do końca marca 1942 r. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że część wezwanych nie stawiała się przed komisje poborowe, w związku z czym Niemcy zaostrzyli kontrole mężczyzn w wieku poborowym. Ponadto w trakcie poszukiwania nowych kontaktów natrafiono na szereg organizacji konspiracyjnych nie podporządkowanych do tej pory ZWZ ani AK. Na terenie powiatu cieszyńskiego wykryto silną organizację TON, skupiającą w swoich szeregach głównie kolejarzy. Monitorowano działania konspiracyjne komunistów czeskich, których wpływy wychodziły poza Zaolzie i sięgały aż po Bielsko i Żywiec. Kolejną organizacją była Polska Partia Socjalistyczna, której trzon również stanowili kolejarze. Największe jej wpływy obserwowano w okolicach Cieszyna, Karwiny i Trzyńca. Jak stwierdzono, głównym celem organizacji było opanowanie administracji niemieckiej, mniejszy nacisk położono na stronę wojskową organizacji. W tym okresie stosunek GL PPS do ZWZ-AK określano jako wrogi, toteż wszelkie podejmowane próby nawiązania kontaktu z jednostkami GL PPS kończyły się fiaskiem. Dodatkowo socjalistów dotykały częste aresztowania, co dodatkowo komplikowało ich działalność. [...] Stosunkowo szybko nawiązano kontakt z placówką ZWZ w Strumieniu, która dowodził ppor. Rudolf Rychlik. Pierwsze kontakty inspektoratu ZWZ Rybnik z terenem Strumienia nastąpiły już pod koniec 1941 r., kiedy to z Rychlikiem skontaktowali się Hałaczek, Margiciok i Teofil Wita. W zasięgu strumieńskiej placówki pozostawały miejscowości Zabłocie, Bąków, Zbytków, Pawłowice, Bzie, Jarząbkowice, Drogomyśl, Mnich, Chybie, Ochaby, Nierodzim, częściowo wpływy Strumienia sięgały aż po Skoczów. Jednak z uwagi na prowadzoną w Skoczowie organizacje konspiracji, placówka strumieńska ograniczyła się do wyznaczenia trzonu organizacyjnego grupy skoczowskiej. Aktywna działalność Hałaczka już wkrótce przyniosła efekty. Na terenie podinspektoratu powstało szereg jednostek wojskowych, które prawdopodobnie od połowy 1942 r. zaczęto organizować początkowo w plutony, a z czasem kompanie. Hałaczek, zgodnie z zaleceniami inspektoratu i dotychczasową praktyką, wprowadził system trójkowy w konspiracji, jednak udana akcja werbunkowa zmusiła go do stopniowego odchodzenia od niego, a także doprowadziła do konieczności wydzielania z poszczególnych plutonów nowych jednostek. Już wkrótce na terenie podinspektoratu „Cis” funkcjonowały trzy kompanie: - kompania Karwina z plutonami „Lilia”, „Konwalia i „Tulipan” - kompania Jabłonków z plutonami „Szarotka”, „Narcyz” i „Piwonia” - kompania Skoczów z plutonami „Storczyk, „Kalina” i „Niezapominajka”. Poszczególne kompanie, według meldunków, były bardzo liczne, a podawane liczby zbliżają je raczej do batalionów. Według meldunków kompania Karwina liczyła 1049 żołnierzy, kompania Jabłonków wykazywała 339 ludzi, natomiast kompania Skoczów meldowała o 612 konspiratorów. Werbując żołnierzy, Hałaczek sięgnął również po oficerów armii czechosłowackiej, którzy nie otrzymali przydziału do armii polskiej przed 1939 r. Według meldunku do I połowy 1942 r. udało się zwerbować dwóch oficerów czeskich w randze nadporucznika i porucznika. Natomiast do końca roku w cieszyńskich strukturach działało już 25 oficerów armii czechosłowackiej pochodzenia polskiego w stopniu od podporucznika do nadporucznika, którzy otrzymali funkcję dowódców plutonów, kompanii, a jeden dowódcy batalionu. Równolegle z odtwarzaniem cieszyńskich struktur konspiracyjnych, Jan Margiciok rozpoczął organizowanie siatki wywiadu. Do pomocy przydzielono mu wówczas Teofila Witę i Waltera Steffka, którzy objęli komendę w dwóch wówczas utworzonych obszarach: Wicie powierzono część Zaolzia (powiat Frysztat), Zebrzydowice, Skoczów, Wisła, Goleszów Strumień, Chybie natomiast Steffek zajął się organizowaniem wywiadu na terenie powiatu cieszyńskiego, w okolicach Trzyńca, Jabłonkowa i Bystrzycy. Zadaniem każdego z wymienionych było zwerbowanie w terenie agentów, którzy włączyliby się w prace wywiadowcze. W poszczególnych miejscowościach podinspektoratu wywiadem kierowali: w Strumieniu – Karol Żertka, w Lutyni Polskiej – Emil Warchołek „Zygmunt”, w Lutyni Niemieckiej – Eugeniusz Popek „Lew”, w Suchej – Franciszek Walica „Walek”, w Łomnej Górnej – Władysław Opioł „Władek”, w Łomnej Dolnej – Adam Sikora „Baza”, w Jabłonkowie – Franciszek Burczyk „Ryś”, w Kaczycach i Kończycach – Władysław Golasowski „Wilhelm”, w Karwinie – Konstanty Grotzner „Solski”, w Łazach – Jerzy Sporysz „Jerzy”, we Frysztacie – Józef Walica „Igrek”, w Piotrowicach – Rudolf Trojek „Lis”, w Olbrachcicach – Izydor Kalisz „Gustlik”, w Trzyńcu – Franciszek Latoszyński „Funsiok”. Ze sztabu inspektoratu Margiciok otrzymał 2 klucze szyfrowe, z poleceniem, aby szczególnie ważne informacji wywiadowcze szyfrować. Otrzymał także rozkaz opracowania kolejnych kluczy, którymi mieli się posługiwać Wita i Steffek przy tworzeniu meldunków. Szyfrowano przede wszystkim nazwiska zarówno agentów, jak i członków ZWZ-AK, a także nazwiska innych członków podziemia. Szyfrowaniu podlegały także nazwy miejscowości. Podinspektorat Cieszyn posługiwał się stosunkowo prostym szyfrem podstawieniowym, w którym dwie cyfry oznaczały jedną literę alfabetu łacińskiego (nie stosowano polskich znaków diakrytycznych). Pierwszy szyfr do słowa poznawczego „Hej z góry z góry jadą Mazury”, dostarczony z inspektoratu, funkcjonował do lipca 1942 r. Co kilka miesięcy szyfr ulegał zmianie poprzez modyfikację poprzedniego; stosowano proste wariacje na podstawie pierwszego klucza. Przy tworzeniu siatki wywiadowczej Margiciok wykorzystał prawdopodobnie już istniejącą sieć wywiadu inspektoratu, który już kilka miesięcy wcześniej rozszerzył swoje wpływy na teren powiatu cieszyńskiego. Już w kwietniu 1942 r. inspektor Kuboszek, na podstawie doniesień z podinspektoratu Cieszyn, przesłał do Komendy Okręgu raport sytuacyjny z terenu inspektoratu, w którym zawarł również dane dotyczące podinspektoratu. M.in. Kuboszek meldował o publicznej egzekucji pod Wałką, która miała miejsce 20 marca 1942 r., wraz z nazwiskami straconych, których określał jako ludzi z rozbitego Związku Odwetu inż. Franciszka Kwaśnickiego. W Nowych Boguminie utworzono skrzynkę łączności w mieszkaniu Tadeusza Czichockiego, w której kurierzy składali sprawozdania lub odbierali materiały wywiadowcze placówki Wity. W Starym Mieście Karol Walica od czerwca 1942 r. dostarczał informacji o liczebności policji, SS i KSKK, jednocześnie werbując Władysława Pieczkę. Danych z terenu Marklowic, Piotrowic i Lutyni Niemieckiej dostarczała Gertruda Steffek, która jednocześnie prowadziła Margiciokowi sekretariat. Na terenie Strumienia zwerbowany został w sierpniu 1942 r. Karol Zertka. We Frysztacie działał Józef Żarnowski, w Karwinie Józef Hans, w Trzyńcu Franciszek Latoszyński. Mieli oni do dyspozycji szereg informatorów, którzy przenikali do każdej sfery życia okupacyjnego289. Weryfikacji doniesień wywiadowczych dokonywali kierownicy obszarów Wita i Steffek, po czym sporządzali raporty i przesyłali je na wspomniany punkt kontaktowy w Nowym Boguminie. Meldunki szefów wywiadów z poszczególnych miejscowości odbierały łączniczki, które dostarczały je na właściwe terenowo punkty kontaktowe. Kurierkami były m.in. Anna Samcówna „Anusia”, była urzędniczka huty w Trzyńcu, Helena Pieknik-Szyja „Hela” z Frysztatu, Wanda Jędryszczak z Dziećmarowic, Józefa Wikler z Lutyni Niemieckiej, Elżbieta Zertka „Irenka” ze Strumienia, Antonina Margiciok-Wagnerowa „Tosia” z Rydułtów, Wanda Romik-Skrzypczak z Cieszyna, Helena Sikora ze Skoczowa, zamieszkała w Orłowej, Marta Chmiel „Mary”, Anna Wluka z Cieszyna. W stosunkowo krótkim czasie zdołano zwerbować sieć agentów, którzy przystąpili do zbierania meldunków według następujących wytycznych sztabu inspektoratu: 1. ustalenie oddziałów wojskowych nieprzyjaciela stacjonujących na terenie podinspektoratu, rodzajów broni, rozmieszczenia, siły i uzbrojenia jednostek; 2. monitorowanie wojskowych transportów kolejowych i drogowych; 3. rozpoznanie parku maszynowego nieprzyjaciela; 4. ustalenie lokalizacji i obserwacja lotnisk i magazynów broni i amunicji; 5. opanowanie przez agentów zakładów przemysłowych i ustalenie zdolności produkcyjnych tychże; 6. wytypowanie tych zakładów przemysłowych, które miały szczególne znaczenie strategiczne dla gospodarki wojennej Niemiec; 7. ustalenie liczby członków straży przemysłowej oraz jej uzbrojenia; 8. ustalenie placówek Tajnej Policji Państwowej; 9. zlokalizowanie posterunków celnych straży granicznej oraz ustalenie ich liczebności i uzbrojenia; 10. rozpoznanie miejsc postoju oraz liczebności oddziałów SS, SA, NSKK i FSKK; 11. prowadzenie ewidencji Polaków wysiedlonych i przesiedlonych 12. pozyskiwanie innych informacji292. Wykaz ten został dostarczony Wicie i Stefkowi wraz z rozkazem dostarczenia pierwszej partii informacji w ciągu miesiąca. Kolejne miesięczne raporty spływały, poprzez skrzynki łączności z poszczególnych wydziałów do Margicioka, który po opracowaniu meldunku przekazywał go Hałaczkowi, a ten wysyłał raport przez kuriera do siedziby sztabu inspektoratu. Oprócz raportów miesięcznych, Hałaczek przygotowywał także sprawozdania kwartalne i półroczne, prawdopodobnie przeznaczone dla Komendy Okręgu Śląskiego. W czerwcu 1942 r. „Dolina” meldował o obserwacji konspiracyjnych jednostek socjalistów, TON i czeskich grup podziemnych, z którymi nawiązano kontakt. Jednocześnie „Dolina” prosił o zezwolenie na spotkanie w Karwinie z przedstawicielem czeskiego ruchu oporu. Meldował także o wysiedleniach, mających miejsce w okolicach Darkowa i Stonawy. Ilość wysiedlonych rodzin szacowano na ok. 50, które, według przypuszczeń wywiadu cieszyńskiego, zostały wysiedlone na Opolszczyznę. Najważniejszą sprawą były jednak informacje o charakterze stricte militarnym. W okresie swojej działalności wywiad stale monitorował liczbę wojska niemieckiego na terenie podinspektoratu z rozbiciem danych na poszczególne jednostki. Obserwowano wszelkie ruchy wojsk, transporty, przeniesienia, ćwiczenia, magazyny wojskowe, zaopatrzenie. Dodatkowo ustalono siedziby i obsady wszystkich posterunków niemieckiej policji, żandarmerii jednostek SA oraz na bieżąco śledzono wszelkie zmiany. [...] Podsumowując pierwsze półrocze działalności podinspektoratu Cieszyn w strukturach inspektoratu Rybnik należy stwierdzić, że zasadniczo zadanie uruchomienia terenu i rozpoczęcie działalności zostało wykonane. Oprócz Cieszyna i okolic oraz Skoczowa, gdzie tworzenie jednostek terenowych przebiegało opornie, udało się zorganizować zasadniczo cały teren. Do końca pierwszego półrocza podinspektorat Cieszyn poniósł jednak znaczne straty spowodowane polityka okupanta wobec ludności polskiej. Około 40 żołnierzy AK zostało wywiezionych na roboty przymusowe do Niemiec, kolejnych 50 otrzymało powołanie do armii niemieckiej. W tym czasie zastrzelono jednego partyzanta, powieszono czterech, a trzech aresztowano. Dodatkowo w kwietniu 1942 r. w starciu z Niemcami ciężko ranny został dowódca placówki Strumień Rudolf Rychlik. Przewieziony do szpitala w Jastrzębiu zmarł. Dowodzenie placówką Strumień przejął Ernest Szymiczek. Już w pierwszym półroczu działalności wywiad objął wszystkie dziedziny życia okupacyjnego. Mimo że „August” (z zawodu krawiec) nie posiadał przedwojennego przygotowania wywiadowczego, to szkolenie prowadzone przez Żymełkę, praktyka, a przede wszystkim umiejętność dobierania sobie odpowiednich współpracowników spowodowały, że agentom Margicioka udało się przeniknąć do wszystkich struktur administracji niemieckiej, zakładów pracy. Dostarczane niezwykle fachowo przygotowane meldunki wskazywały na wysokiej klasy specjalistę w dziedzinie wywiadu. Osiągnięcia wywiadu cieszyńskiego były bardzo wysoko oceniane przez inspektora Kuboszka. Pojawiały się jednak głosy, że Margiciok i Hałaczek byli nieostrożni, łatwowierni. Sam szef wywiadu inspektoratu Paweł Cierpioł zarzucał „Dolinie” i „Mazurowi” daleko posuniętą nieostrożność, sprowadzanie do siedziby sztabu podinspektoratu żon, czy też samowolne wyjazdy do domów rodzinnych. Cierpioł domagał się zdjęcia obu ze stanowisko dowódczych i wysłania ich na inny teren. Jednak Kuboszek, doceniając osiągnięcia Margicioka i Hałaczka, zdecydował o pozostawieniu wymienionych na stanowiskach i o kontynuowaniu dalszej pracy. Prawdopodobnie od połowy 1942 r. podinspektorat cieszyński, w ramach akcji odtwarzania sił zbrojnych i reorganizacji jednostek wojskowych AK, rozpoczął odtwarzanie 4. pułku strzelców podhalańskich. Przewidywano, że w oparciu o istniejące kompanie, zostaną wystawione trzy bataliony. [...] W czerwcu do sztabu podinspektoratu z cieszyńskiego więzienia dotarła rozpaczliwa prośba więźniów o pomoc. Aresztowany 8 XII 1941 r. były inspektor cieszyński Franciszek Potysz załamał się w toku śledztwa, wydając znane mu kontakty na terenie Śląska Cieszyńskiego. Więźniowie prosili o truciznę dla Potysza. Informacja ta została w raporcie z 9 czerwca 1942 r. skierowana do sztabu inspektoratu, jednak prawdopodobnie inspektorat nie podjął wówczas żadnych kroków. W tym samym miesiącu Teofil Wita meldował o gotowości jednostek Tajnej Organizacji Narodowej do przystąpienia w szeregi AK oraz raportował stan magazynów żywności na Zaolziu. Kolejne miesiące przynosiły nowe straty wśród cieszyńsko-zaolziańskiej konspiracji. Wiosną 1942 r. w Orłowej aresztowano trzech członków podziemia: Ernesta Kubienkę – organizatora podziemia w Karwinie, Jana Koniecznego, sztygara z kopalni Franciszka i Karola Markwicę. Meldowano o skazaniu przez Sąd Wojskowy w Cieszynie 4 górników na śmierć za działalność konspiracyjną. Komórkom wywiadowczym udało się wprowadzić w szeregi czeskiego komunistycznego ruchu oporu agenta o kryptonimie „B”, który od tej pory monitorował i informował AK o wszelkich posunięciach w dowództwie organizacji. Agentowi „B” udało się kilkakrotnie zdobyć komunistyczne ulotki, a także egzemplarze gazetki „Rude Pravo”. W ręce polskiego podziemia wpadły również pierwsze egzemplarze „Trybuny Śląskiej” – gazetki propagandowej Polskiej Partii Robotniczej (PPR)311. Owocem działalności agent „B” było dokładne rozpracowanie komórek polskiego i czeskiego komunistycznego ruchu oporu. Wraz z prowadzeniem działalności operacyjnej, dowództwo podinspektoratu przygotowywało powojenne kadry administracyjne dla powiatu Cieszyn. Na jednym z zebrań sztabu wysunięto kandydaturę na starostę cieszyńskiego w osobie członka podziemia Szpiczaka. Dzięki informacjom agenta „B” ustalono, że Szpiczak jest członkiem TON, a więc organizacji, która wciąż pozostawała poza zwierzchnictwem AK i w związku z tym zachodziło niebezpieczeństwo infiltrowania AK przez niego. Po naradzie Hałaczka „Doliny” z kierownikiem spraw cywilnych ostatecznie wycofano kandydaturę Szpiczaka. Już w sierpniu 1942 r. pojawiła się możliwość zacieśnienia współpracy z TON. Krakowski Okręg TON zwrócił się do dowództwa podinspektoratu z propozycją współpracy i jednocześnie, w związku z częstymi aresztowaniami i osłabieniem struktur TON, nalegał na pośpiech. Jednostki podinspektoratu potwierdziły obecność działającej grupy TON w okolicach Jabłonkowa. Wówczas dowództwo inspektoratu nie podjęło jednak dalszych kroków w kierunku rozwinięcia współpracy z TON. W tym samym miesiącu jednostki AK obserwowały reorganizację grup komunistycznych, zanotowano również działalność czeskiej organizacji „Slezky Odboj” z komórkami w Karwinie (pod dowództwem Pośpiecha314), w Lutyni Niemieckiej (pod kierownictwem Bujoka, Brzeziny, Buriana, kolejarza Kani przy współpracy wachtmeistra policji niemieckiej w Niemieckiej Lutyni Nitscha)315. Notowano także działalność niemieckiej organizacji przedwojennego burmistrza Czeskiego Cieszyna Józefa Kożdonia. Centralę tej organizacji lokalizowano we Wiedniu. W październiku 1942 r. na terenie podinspektoratu miało miejsce lądowanie skoczka angielskiego, którego zadaniem, jak ustalono, było zbieranie ogólnych informacji dotyczących sił nieprzyjaciela oraz tworzenie organizacji konspiracyjnej. W wyniku dalszego rozpoznania ustalono, że skoczek ten podaje się za kapitana Wojska Polskiego o nazwisku Stanisław Torzewski. Margiciokowi udało się zwerbować jednego członka organizacji Torzewskiego, który ustalił, że jest to organizacja o proweniencji komunistycznej, której działalność skupia się przede wszystkim na wyłudzaniu pieniędzy od Polaków w zamian za obietnice wyciągnięcia z niemieckich więzień i obozów rodzin polskich. Torzewski twierdził, że jest bezpośrednim wysłannikiem gen. Sikorskiego i jedynym desygnowanym do tworzenia podziemia na terenie Śląska. Według ustaleń wywiadu, Torzewski w pierwszej połowie grudnia 1942 r. wyjechał do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie przepad. Pod koniec 1942 r. podinspektorat cieszyński wszedł w kontakt z jedną z czeskich organizacji konspiracyjnych o nazwie „Bílý Lev”. W wyniku rozmów, prowadzonych w wyjątkowo sprzyjającym klimacie, Margiciok uzyskał od jednego z członków tejże organizacji zapewnienie, Józefa Góralczyka, że w razie wybuchu powstania ich organizacja jest gotowa podporządkować się pod rozkazy AK. 24 listopada 1942 r. do sztabu podinspektoratu przyjechali wysłannicy inspektoratu Rybnik Wilhelm Wawrzyńczyk „Jaś”, „Wiluś” i cichociemny Alfred Zawadzki „Kos” „Stanisław Staszowski”. Skierowani zostali na teren Zaolzia w celu tworzenia jednostek dywersyjnych. Wraz z Margiciokiem jechali z Jastrzębia Zdroju do Bogumina. Następnego dnia, w Orłowej Wawrzyńczyka i Kosa przejął Hałaczek, po czym udali się do Darkowa. Następnie cała trójka udała się do Karwiny na spotkanie z dowódcą tamtejszej kompanii AK por. „Jackiem” (N.N.). dołączył również dowódca 2. kompanii „Zbigniew” (N.N.). Po zakończeniu spotkań 28 listopada delegaci z inspektoratu pociągiem relacji Karwina- Piotrowice udali się w drogę powrotną. O godz. 14 Wawrzyńczyk i Zawadzki wysiedli na stacji w Piotrowicach, gdzie mieli przesiąść się na pociąg do Jastrzębia; wówczas obaj zostali aresztowani przez Niemców. Dowództwo podinspektoratu o aresztowaniu dowiedziało się stosunkowo późno, bo dopiero dwa dni później. Wszczęto drobiazgowe śledztwo, mające ustalić przyczyny aresztowania i zdrajcę. Margiciok w meldunku z 9 grudnia 1942 r. wskazywał na osobę konduktora pociągu Lemana, który, według niego, był na usługach gestapo. W toku śledztwa ustalono, że gestapo wraz z naczelnikiem stacji czekało na Wawrzyńczyka i Zawadzkiego już od godziny 12 w południe. Podejrzany konduktor miał widzieć obu delegatów inspektoratu w towarzystwie Hałaczka w Darkowie. Ustalono także, że w Darkowie konduktorowi towarzyszył podejrzany cywil. Tegoż cywila zauważono również w Piotrowicach w dniu aresztowania; miał on osobiście zakuć w kajdanki Wawrzyńczyka. Według ustaleń wywiadu akowskiego, Niemcy oczekiwali na przyjazd trzech konspiratorów (prawdopodobnie trzecim miał być Hałaczek). Dochodzenie trwało aż do stycznia 1943 r., jednak nie udało się sprecyzować, kto był odpowiedzialny za wsypę. Ustalono, że aresztowani zostali przewiezieni na gestapo w Cieszynie, gdzie zostali poddani wstępnemu przesłuchaniu. Według ustaleń, Wawrzyńczyk miał odmówić składania jakichkolwiek wyjaśnień, a Zawadzki podał jedynie swoje dane personalne (fałszywe). Obaj zostali około 12 grudnia 1942 r. przewiezieni do Mysłowic. Wysłannicy inspektora podjęli próbę nawiązania kontaktu z Wawrzyńczykiem, jednocześnie inspektor Kuboszek prosił w meldunku Komendę Okręgu o podanie bliższych danych osobowych „Kosa”. Dodatkowo z rozkazu Kuboszka szereg osób na czas nieokreślony zostało poddanych obserwacji. Do połowy stycznia 1943 r. na terenie działalności inspektoratu (i podinspektoratu) nie zauważono bezpośrednich następstw aresztowania „Wilusia” i „Kosa”. Notowano na Zaolziu szereg aresztowań i rewizji prowadzonych pod pretekstem sabotowania pracy, jednak od osób zwalnianych uzyskano informacje, że gestapo nie przesłuchuje zatrzymanych z sprawie „Kosa” i „Wilusia”. Zaobserwowano również przeniesienie lotnej brygady gestapo z cieszyńskiego do Katowic. Jednak pod koniec stycznia gestapo rozpoczęło masowe aresztowania wśród członków komórek zaolziańskich. Zlikwidowano m.in. komórkę bogumińską, a 26 stycznia 1943 r. w Bystrzycy aresztowani zostali Hałaczek i Margiciok. Kilka dni później Niemcy rozbili komórki w Orłowej, Pietrwałdzie, Lutyni Niemieckiej i Karwinie. Kolejne aresztowania dotknęły jednostki z Suchej, gdzie aresztowano 25 osób. Dowódca obwodu Zaolzie, Teofil Wita „Szkat”, „Gruby” próbował ostrzec Hałaczka i Margicioka, jednak wysłany z ostrzeżeniem łącznik wpadł w ręce Niemców. Dzięki działaniom osłonowym Wity udało się ocalić część komórek zaolziańskich, oraz zabezpieczyć część dokumentacji organizacji w Lutyni. Mimo tych starań w ręce niemieckie wpadło archiwum podinspektoratu, klucze szyfrów, aresztowano ponad 70 kluczowych osób siatki wywiadowczej Margicioka oraz innych członków inspektoratu. Niemcy przechwycili także znaczną ilość materiałów wywiadowczych, kartek żywnościowych, czystych blankietów dokumentów, a także wykazy zaprzysiężonych członków i rozkazy.
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Czy powyższy opis możemy jeszcze w jakiś sposób uzupełnić?
Ano zacznę może od relacji Stefanii Michnol – Szkutowej, w mieszkaniu której zamieszkali Hałaczek i Margiciok, a także Teofil Wita:
Na wiosnę 1941 roku przyszło do mojej rodziny w Orłowej 3 Panów. Jeden był małej postawy, a dwaj – wysocy. Wynajęli u moich rodziców duży pokój. Trzech przybyszów przyprowadził do nas Erwin BRZEZINKA. Pochodził z Rydułtów. [...] Wszyscy trzej bojownicy mieli pseudonimy: 1) Leopold Hałaczek – „Leopold Wala”, „Wysoki”, „Tadek”, „Dolina” i inne. Był wyższej postawy i miał kręte włosy. 2) Jan Margiciok – „Hans Joschke”, „Mały”, „Dymitrow”, „August”... z zawodu krawiec, miał nogi na o, małej postawy, był sprytny, zmysł organizacyjny. 3) Teofil Wita – „Waligóra”, „Jurek”, „Wieczoek”, z zawodu kupiec. Wszyscy trzej byli spokojni, rozumni, ale za zbyt odważni. [...] Moi rodzice do ostatniej chwili nie wiedzieli, ze Janek, Leopold i Teofil należą do ruchu oporu. Moja matka zupełnie niewinnie zginęła.
Zwrócę w tym miejscu uwagę, iż według Stefanii Michnol – Szkutowej Margiciok, Hałaczek i Wita sprowadzili się do Orłowej już wiosną 1941 roku. W ślad za nią powtórzył to w swej pracy „Ruch oporu na Śląsku Cieszyńskim” Michał Heller...
Także Teofil Wita twierdzi w swej relacji, że na Zaolzie przybył (wraz z Margiciokiem i Hałaczkiem) już wiosną 1941 roku. To samo możemy przeczytać w życiorysie Jana Margicioka, sporządzonym przez Helenę Szolcową (żonę Leopolda Hałaczka), Antoninę Margiciok - Wagnerową (żonę Jana Margicioka) oraz Józefa Burka. Nie sądzę, aby wszystkie te osoby myliły się. I to do tego w tak istotnej dla nich sprawie.
Sądzę więc raczej, że Margiciok, Hałaczek i Wita rzeczywiście musieli przybyć na Zaolzie już wiosną 1941 roku, natomiast w marcu 1942 roku doszło do reorganizacji, w następstwie której Margiciok skupił się wyłącznie na sprawach wywiadowczych, natomiast kwestię przygotowania konspiracyjnego wojska do działań powstańczych pozostawiono w gestii Hałaczka. Zresztą podobnie rzecz przedstawia Zygmunt Walter – Janke...
W meldunku nr 117/43 z 25 lipca 1943 roku komendanta żandarmerii przy prezydencie Rejencji Katowickiej, sporządzonym po zakrojonych na szeroką skalę aresztowaniach, które doprowadziły do niemal całkowitego rozbicia struktur Armii Krajowej na Śląsku Cieszyńskim, czytamy:
Przez wprowadzenie do organizacji naszych konfidentów udało się przeniknąć do grupy wywiadowczej działającej pod kierunkiem Margicioka i zidentyfikować kurierów oraz agentów pracujących dla niego i dla Halaczka lub ustalić ich nazwiska. W toku jednej z obław na członków ZWZ i jej rozgałęzienia 26 stycznia 1943 r. zostali najpierw zatrzymani Margiciok i Halaczek. [...] Mniej więcej w marcu 1941 r. Cierpioł przedstawił Margicioka kierownikowi inspektoratu ZWZ Kuboszkowi Władysławowi – pseudonimy: „Kuba, „Robak”, „Rokosz”, ur. 15 października 1912 r. w Wiśle Małej, powiat pszczyński, były polski prawnik, obecnie zbiegły – który dał mu polecenie zorganizowania ZWZ w powiecie cieszyńskim pod względem wojskowym. W związku z tym został on kierownikiem powiatowym ZWZ. Przydzielono mu przy tym, znanego z aktywnej działalności organizacyjnej, Halaczka. Po wykonaniu zadania i zorganizowaniu ZWZ, w marcu 1942 r. zlecono Margiciokowi utworzenie oddziału wywiadowczego na terenie okręgu Olzy, podczas gdy Halaczek przejął kierownictwo organizacji wojskowej. Margiciok podał, że organizacja ZWZ składa się z 4 oddziałów, a mianowicie: a ) wojsko, b ) wywiad, c ) pomoc społeczna, d ) administracja oraz że oznaczeniem podstawowym inspektoratu było „AA”. W dalszym ciągu okazuje się szczególnie ważne organizacyjne oznaczenie referatów wywiadowczych w ramach inspektoratu. Jak już wskazano, inspektorat pod względem informacyjnym pojawia się z oznakowanie „AA – BB”. Podporządkowane mu placówki powiatowe używały następujących znaków: Rybnik – „B – B1”, Pszczyna – „B – B2), Racibórz i Koźle – „B – B3), Cieszyn – B – B4”. Kierownikiem oddziału wywiadowczego inspektoratu w Krakowie [powinno być – w Rybniku] jest Cierpioł, który równocześnie podpisuje się jako odpowiedzialny zastępca Kuboszka. Wszystkie rozkazy wydane przez oddział wywiadowczy inspektoratu, przejęte przez tutejszą placówkę, miały w nagłówku znak: „AA – B”. Jeśli rozkaz przewidziany był dla jednego określonego powiatu, np. cieszyńskiego, oznaczenie brzmiało: „AA – BB 4”. Jako kierownik wywadu okręgu Olzy, Margiciok prowadził korespondencję z oddziałem wywiadowczym inspektoratu pod szyfrowanym oznaczeniem „B – B 4”, a później „B 4 AA”. W celu rozbudowy swej siatki informacyjnej zwrócił się on najpierw do byłego kupca Witta Teofila – pseudonimy: „Wieczorek”, „Skat”, „Waligóra”, „Jurek”, ur. 26 kwietnia 1917 r. w rydultowach, rzym.-kat., zonaty, poddany Rzeszy (4 grupa niemieckiej listy narodowściowej), obecnie zbiegły – któremu przydzielił północną część swego terytorium, a mianowicie miejscowości: Bogumin – Miasto, Bogumin – powiat, Rychwałd, Lutynia Niemiecka, Piotrowice, Orlowa, Karwina, Frysztat – Miasto, Frysztat – powiat, Zebrzydowice, Stonawa, Olbrachcice, Skoczów – Miasto, Skoczów – powiat, Wisła, Goleszów, Strumień, Chybie, Dąbrowa, Piotrowice. Równocześnie urzędnikowi bankowemu Steffkowi Walterowi – pseudonim „Sęp”, ur. 14 października 1916 r. w Karwinie, rzym.-kat., kawaler, mający przynależność państwową niemiecką (3 grupa niemieckiej listy narodowościowej), zamieszkały ostatnio w Dąbrowie, powiat cieszyński, obecnie w areszcie – powierzył południową część okręgu Olzy wraz z miejscowościami: Cieszy – Miasto, Cieszyn – powiat, Trzyniec – Miasto, Trzyniec – powiat, Gnojnik, Bystrzyca, Jabłonków – Miasto, Jabłonków – powiat oraz Istebna. W ten sposób powołanych zostało dwóch tzw. powiatowych podkierowników wywiadu, których zadaniem było w każdej z wymienionych miejscowości zwerbowanie odpowiednich agentów i zaprzysiężenie ich na rzecz polskiego ruchu oporu. Następnie wymienieni rozwinęli bardzo żywą i rozgałęzioną działalność wywiadowczą, o której w dalszych wywodach będzie jeszcze szczegółowo mowa. Z oddziału inspektoratu wywiadowczego Margiciok otrzymał 2 klucze szyfrowe z poleceniem, by wyjątkowo ważne informacje, jak np. zebrania agentów wywiadu albo inne tajne meldunki, podawać szyfrem [...] Równocześnie dostał on polecenie, by na użytek wewnętrznego obiegu informacji na podległym mu terenie opracował 2 klucze szyfrowe dla agentów oraz wyjątkowo ważnych poleceń lub meldunków. [...] Oddział wywiadowczy inspektoratu („AA – B”) przydzielił Margiciokowi następujące zadania do opracowania oraz przekazania jego podkomendnym – Wittowi i Steffkowi: 1. Ustalenie oddziałów wojskowych w okręgu Olzy, poszczególnych ich rodzajów broni, ich rozmieszczenia, siły i uzbrojenia. 2. Ustalenie transportów wojskowych kolejowych i szosowych. 3. Ustalenie wszystkich wojskowych pojazdów mechanicznych i samochodów. 4. Zbadanie lotnisk i składów amunicji. 5. Zbadanie wszystkich zakładów przemysłu zbrojeniowego i wydajności ich produkcji. 6. Ustalenie wszystkich ważnych dla gospodarki wojennej zakładów hutniczych, kopalni węgla oraz innych zakładów przemysłowych. 7. Ustalenie istnienia straży przemysłowej, jej siły i uzbrojenia. 8. Ustalenie poszczególnych placówek policyjnych z dokładnym podaniem ich siły i uzbrojenia. 9. Ustalenie placówek Tajnej Policji Państwowej, łącznie z ekspozyturami. 10. Ustalenie poszczególnych posterunków celnych straży granicznej, ich siły i uzbrojenia. 11. Podanie miejsc postoju SS, SA, NSKK i FSFK z dokładnym wymienieniem ich siły. 12. Zewidencjonowanie Polaków wysiedlonych i przesiedlonych. 13. Uzyskanie ważnych wiadomości politycznych i gospodarczych. Te pisemne zadania inspektoratu Margiciok przepisał na maszynie i odpisy wysłał Wittowi i Steffkowi z poleceniem, by je wykonali w ciągu miesiąca. Uzyskane informacje Margiciok zestawiał powiatami i przekazywał swemu mocodawcy, tj. inspektorowi. Jako placówka pośrednicząca pomiędzy oddziałem wywiadowczym inspektoratu a Margiciokiem funkcjonowała piekarnia Czibockiego Tadeusza – ur. 9 lutego 1912 r. w Mühlfurt, rzym.kat., żonaty, mistrz piekarski, poddany Rzeszy (3 grupa niemieckiej listy narodowościowej), zamieszkały w Nowym Boguminie, ul. Rudlofa Junga 84 – w której stale specjalni kurierzy składali sprawozdania lub odbierali materiały wywiadowcze placówki informacyjnej „B 4” (Margicioka). Tę skrzynkę listową wykorzystywały oddziały: A, D i C.
Tymczasem przejdę do relacji wspominanego tu Teofila Wity:
Ja wstąpiłem do tajnej organizacji wojskowej już w październiku 1939 r. Nosiła nazwę Służba Zwycięstwu Polski. Organizacja ta działała na Górnym Śląsku. Ja należałem do komórki w Rydułtowach. Do organizacji wprowadzili mnie Janek Margiciok „August” i Leopold Hałaczek „Tadek”. Po rozbiciu SZP przez dłuższy czas ukrywałem się, ukrywał się również Margiciok. Hałaczek został aresztowany, ale uciekł z więzienia katowickiego, szukając schronienia u znajomych.
Chodzi tu o wydarzenia z 18 grudnia 1940 roku, kiedy to doszło do masowych aresztowań w szeregach ZWZ na całym Górnym Śląsku. Aresztowany tego dnia w Rydułtowach, w domu Margicioka, Hałaczek osadzony został w więzieniu w Rybniku. W drodze na roboty przymusowe zbiegł i ukrył się w Jastrzębiu. Margiciok utracił wówczas kontakt ze sztabem inspektoratu, więc, z obawy przed aresztowaniem przeniósł się w Raciborskie. Jednak, mimo poczynionych kroków, w styczniu 1941 r. został aresztowany i przewieziony do więzienia w Rybniku. W czasie transportu z Rybnika do Katowic Margiciok zbiegł z pociągu i ukrywał się u Kaniów w Jastrzębiu, pozostając do dyspozycji inspektora.
Ale wróćmy do relacji Teofila Wity, który w taki sposób opisuje swoją działalność na Śląsku Cieszyńskim:
W zakres mojego działania wchodziły sieci komórek w powiecie frysztackim: Karwina, Frysztat, Darków, Marklowice, Piotrowice, Łąki, Stonawa, Olbrachcice, w powiecie bogumińskim: Polska Lutynia, Niemiecka Lutynia, Dąbrowa, Orłowa, Rychwałd, Bogumin, w powiecie cieszyńskim: Cieszyn, Bystrzyca, Gnojnik, Jabłunków, Strumień, Chybie, Goleszów, Wisła, Istebna, Trzyniec. Szefem wywiadu i spraw organizacyjnych na całym Śląsku był Margiciok, znów szefem do spraw wojskowych był Hałaczek. Obaj byli naprawdę wielcy patrioci, byli nieprzejednanymi i zaciętymi wrogami hitlerowskich okupantów. Janek był świetnym organizatorem, cechował go spryt i przebiegłość. Hałaczka cechowała powściągliwość i ostrożność. W lutym 1942 ZWZ przemianowano na Armię Krajową (AK). Końcem roku 1942 była nasza organizacja silną jednostką wojskową, która liczyła na Zaolziu ok. 2.600 członków, a na Śląsku Ciesz. około 1.400 członków. [...] Kierownikami wywiadu i spraw organizacyjnych w terenie byli: Blacha, Sztefek i Warchołek. Przekazywali nam co pewien czas raporty, sprawozdania, pseudonimy zaprzysiężonych członków naszej organizacji.
Przede wszystkim należy podkreślić to, że zdaniem Teofila Wity teren pozostający w jego gestii obejmował cały teren podinspektoratu, który kto (gdy chodzi o sieć wywiadu podległą Margiciokowi) podzielony miał być na trzy, a nie dwie części, przy czym ich kierownikami mieli być Blacha, Sztefek i Warchołek.
Zasadniczo różni się to więc od ustaleń poczynionych przez Tomasza Milera, który to oparł się w dużej mierze na dokumentach przechwyconych przez UB i znajdujących się obecnie w archiwum IPN oraz na materiałach operacyjnych UB, a także na ustaleniach gestapo. Podejrzewam, że informacja, która pojawia się w relacji Wity, odnosi się do wcześniejszego okresu, tj. sprzed reorganizacji, która prawdopodobnie nastąpiła w marcu 1942 roku.
Wrócę jeszcze do kwestii liczebności AK na Śląsku Cieszyńskim pod koniec roku 1942. Otóż Teofil Wita twierdzi, że AK liczyła wówczas ok. 4 tys. ludzi (2.600 na Zaolziu i 1.400 na Śląsku Cieszyńskim). Podobne wielkości padają i w innych relacjach. Tak na przykład w życiorysie Jana Margicioka, sporządzonym przez Helenę Szolcową (żonę Leopolda Hałaczka), Antoninę Margiciok - Wagnerową (żonę Jana Margicioka) oraz Józefa Burka, możemy przeczytać:
Kierownictwo Margicioka stworzyło w ciągu niespełna 2 lat silną sieć komórek i placówek na Zaolziu, liczącą do końca wojny ok. 2.600 członków i ok. 800 na Śląsku Cieszyńskim.
Dodam jeszcze, że zdaniem Michała Hellera AK miała mieć w rejonie Karwiny zorganizowanych sześć batalionów. Napisał on mianowicie:
Konspiracja we wschodniej części Ostrawsko – Karwińskiego Zagłębia Węglowego – pomimo bardzo trudnych warunków i ciągłych aresztowań – rozwijała się pomyślnie. Stąd w czasie okupacji ruch wyzwoleńczy promieniował na tereny byłego powiatu cieszyńskiego. Ruch podziemny musiał istnieć niemal w każdym większym zakładzie pracy, skoro utworzono tu na bazie organizacji wywiadowczej August aż 6 batalionów konspiracyjnych.
Ale wróćmy do relacji Teofila Wity:
Kierownicy i komendanci poszczególnych oddziałów, grup i komórek dostarczali nam szczegółowe dane o: a ) Miejsce postojów transportów wojskowych, rodzaje ich uzbrojenia b ) Ustalenie ilości samochodów i motocykli wojskowych c ) Wyśledzenie magazynów i składów broni d ) Zbadanie, które zakłady pracy (fabryki) wyrabiają broń i części broni e ) Spis i zachowanie się miejscowych Schutzpolizei, Sicherheitspolizei, Sicherheitsdienst, członków Sturmabteilung (SA), Schutzstaffel (SS), National Sozialistische Kraft Kollone (NSKK), Hitlerjugend (HJ), Bund Deutscher Mädel (BDM), Bund Deutscher Osten (BDO) f ) Miejsce urzędowania i zamieszkania gestapo, policji, Blockleitrów w poszczególnych wsiach i miastach w całym tzw. Olsaland od Bogumina – Cieszyn – Bielsko g ) Nazwiska Werkschutzów, jak ustosunkowują się do Polaków h ) Spis Polaków przebywających w obozach konc., więzieniach, Polen-lagrach, na przymusowych robotach i ) Spis rodzin – wysiedlonych i wywłaszczonych j ) Zachowanie się Volksdeutschów i Reichsdeutschów do Polaków w poszczególnych gminach k ) Obserwacja Blockleitrów i współpracowników, hitlerowską policję i gestapo. Kierownicy i komendanci poszczególnych grup, oddziałów i komórek przekazywali materiały wywiadowcze w umówionych miejscach mnie i Margiciokowi. Raporty wzgl. meldunki przekazywał Margiciok za pośrednictwem kurierów do sztabu w Jastrzębiu wzgl. do Inspektoratu w Rybniku. Raporty były szyfrowane. Prawie wszystkie tajne materiały znał Gałuszka „Eskulap”, ponieważ ściśle z nami współpracował od samego początku do aresztowania wszystkich dowódców i całych grup z Zaolzia i Śląska Ciesz. Gałuszka posiadał spis członków zakonspirowanych nie tylko z Zaolzia, ale i z Krakowa i Wiednia.
Tymczasem wróćmy do relacji Stefanii Michnol – Szkutowej, w mieszkaniu której zamieszkali Hałaczek i Margiciok, a także Teofil Wita:
W swojej kwaterze, w wynajętym pokoju prowadzili całą administrację, wydawali rozporządzenia swym podkomendnym i kierownikom obwodów i rejonów. Mieli swoją maszynę do pisania i żółtą bibułę. Raporty i rozkazy pisali normalnym pismem, znów różne raporty do sztaby i inspektoratu pisali szyfrem. Ja pełniłam funkcję sekretarki, przepisywałam wszystkie pisma zebrane od kierowników i kurierów, natomiast adresy na kopertach wypełniali „Mały” lub „Tadek”. Mieli fałszywe dowody osobiste na powyższe pseudonimy. Jako pracownicy Ubezpieczalni nikomu nie podpadali, chodzili niby normalnie do służby. [...] „Stefka” KĘPNA pracowała w urzędzie gminnym w Orłowej, ściśle współpracowała z nimi, dostarczając im niemieckie druki i inne potrzebne papiery. Ona właśnie przygłosiła ich nielegalnie w urzędzie gminnym. Stefka zginęła w Ravensbrück. Obok nas mieszkała Pani DADOKOWA Stefania. Nazywaliśmy ją „Ciotka”. Jeździła do Ostrawy na zakup bielizny i ciepłej odzieży. Łącznicy przyjeżdżali do niej i znikali z ukrytym towarem. Później dowiedziałam się, że np. rękawiczki, zimowe nakrycia były przeznaczone dla więźniów i więźniarek w obozie konc. w Oświęcimiu, dla rodzin, których ojcowie siedzieli w obozach i więzieniach. Woziła nawet broń i granaty do gór partyzantom. Była po nas aresztowana i zginęła.
Z kolei przejdę do relacji Heleny Hałaczek ps. „Hela”, żony Leopolda Hałaczka:
Przed aresztowaniem naszych byłam u WOLSKICH w Boguminie, gdzie spotkałam się z mężem. Ostrzegł mnie, żebym była ostrozna, ponieważ w Oderbergu (Bogumin) mieszkało dużo Niemców, Czechów i „Szkopyrtoków” – przewrotków. Wieczorem pojechałam do domu. W czasie okupacji otrzymywałam ze sztabu zapomogę, ponieważ nie miałam żadnego dochodu, a trzeba było żyć. Pieniądze przywozili „Tosia” i MICHNOL. Końcem roku 1942 byłam również u p. MICHALIKÓW w Bystrzycy n. Olzą (3 dni). Tam też spotkałam męża, gdzie panował spokój i cisza. Niestety, była to cisza przed burzą. A było to w zimie. Nic złego nie przeczuwaliśmy. Nastrój był wesoły. Boże Narodzenie spędziliśmy u Państwa MICHNOLÓW w Orłowej. Były to ostatnie Święta spędzone na Zaolziu. W czasie wieczerzy wigilijnej mąż mówi do mnie: „Koleguję się z dobrym lekarzem. Jest to dobry Polak. Należy też do naszej organizacji. Nazywa się GAŁUSZKA. Idzie nam na rękę i współpracuje z nami. Jest lekarzem w szpitalu...” I znów przypomniał nam, ze chciałby nas koniecznie poznać. Jest chętny mnie i „Tosię” [Antonina Margiciok, żona Jana Margicioka] zbadać i dać pomoc lekarską, bezpłatnie. Mnie jednak jakieś dziwne przeczucia nie dawały spokoju. Nie wyraziłam zgody na spotkanie z GAŁUSZKĄ. Wtedy Antosia po namyśle oświadczyła, że wszystko zależy ode mnie, miała bowiem ochotę poznać pana doktora, dobrego zaolziańskiego Polaka. Ja odmówiłam. Mąż przyjął moją odmowę i potem już nie namawiał mnie. Zaznaczył przy tem, że mi GAŁUSZKĘ pokaże. I tak pewnego dnia poszliśmy w stronę szpitala. Stanęłyśmy opodal bramy wejściowej do szpitala. Mąż mówi: „nadchodzi, to jest on”. Wtedy ja schowałam się z „Tosią” za bramę. Był Ładnie ubrany, o ile się nie mylę, miał jasne ubranie, średniego wzrostu, okrągłej twarzy. Pan dr poszedł do szpitala, a myśmy wrócili do MICHNOLÓW. Wieczorem odjechałyśmy do Rydułtów. W połowie stycznia 1943 roku Antosia przychodzi do mnie i mówi: „Hela”! nasi chłopcy są aresztowani!” Długi czas nie wiedzieliśmy nic, co się z nimi stało. Dopiero po kilku miesiącach Antosia dowiedziała się, że Janek siedzi w lagrze w Mysłowicach.
Okoliczności aresztowania Jana Margicioka i Leopolda Hałaczka w taki oto sposób opisał w swej relacji Teofil Wita:
26 stycznia 1943 r. Margiciok i Hałaczek pojechali dopołudnia do Gałuszki do Darkowa po materiał konspiracyjny, a stamtąd pojechali do Bystrzycy n. Olzą do komendanta ppor. Michalika. Znów ja w tym samym dniu pojechałem do Jastrzębia – Pochwać z meldunkami i raportami. W Bystrzycy na stacji czekało już na nich gestapo przebrane w mundury kolejarskie. Wśród bicia i krzyków gestapowców chwycono „Małego” i „Tadka”, gwałtem wpakowano ich do auta i odwieziono do Cieszyna.
Tak więc, zdaniem Teofila Wity, Margiciok i Hałaczek pojechali do Bystrzycy, gdzie mieli spotkać się z ppor. Michalikiem, którego tytułuje on „komendantem”. Do Michalików, których zresztą wspomina też w swojej relacji Hałaczkowa, a którzy pojawiają się na też w znanym nam dokumencie niemieckiej żandarmerii, jeszcze wrócę. Dla nas najistotniejsza jest tu informacja, że wcześniej Margiciok i Hałaczek spotkali się z Gałuszką...
Wita opisuje też aresztowanie Wawrzyńczyka i Zawadzkiego:
Końcem roku 1942 (w listopadzie wzgl. grudniu, już nie pamiętam) nasi dowódcy wojskowi ze sztabu ppor. Wawrzyńczyk Wiluś i spadochroniarz „Staś Zawadzki” przyjechali do nas z Rybnika do Orłowej. Na trzeci dzień pobytu pojechali do Gałuszki, a potem mieli pojechać do Strumienia na inspekcję. Później „Staś” miał pojechać do Głównej Komendy. Jechali pociągiem z Darkowa do Piotrowic. Tam był już cały dworzec otoczony gestapem przebranym w mundury kolejarzy. Naraz powstał ogromny krzyk i bieganina gestapowców, aby ludzie pomagali chwytać szmuglerów. Hitlerowcy połamali Zawadzkiemu ręce w chwili, kiedy wyciągał pistolet, aby ich uspokoić. Wilusia również ubezwładnili. Zakuli ich w kajdany, wrzucili do auta i zawieźli na gestapo do Cieszyna.
Działalnością Wawrzyńczyka i Zawadzkiego oraz okolicznościami ich aresztowania zajmę się w innym miejscu, teraz natomiast ponownie wrócę do relacji Stefanii Michnol – Szkutowej, w mieszkaniu której zamieszkali Hałaczek i Margiciok, a także Teofil Wita:
Leopold Wala i Hans Joschke byli aresztowani 26.1.1943 r., gdzie nie wiem. Mieli przyjść w poniedziałek do domu, ale już w tym dniu nie przyszli. We wtorek przyszła Schutzpolizei i gestapo. Cały dom przewrócili do góry nogami, a całą rodzinę, to jest ojca, matkę, brata Jurka i mnie umieściło gestapo w pokoju sublokatorów Leopolda Hałaczka i Jana Margicioka. Udało mi się schować fałszywe dowody osobiste Heli Sikorówny z Darkowa i Marysi Rakowej (Raszkowej). Miałam je schowane w bieliźnie osobistej, trzymałam je całą noc przy sobie. Rano spaliłam je. To ich jednak nie uchroniło od śmierci. Schupo przyszło w cywilnych kapeluszach. W domu nałożyło służbowe kastrole. Cały tydzień w dzień i noc policja trzymała na zmianę straż w naszym domu. Chciała się dowiedzieć, kto z Polaków przychodził do nas. W sobotę aresztowali nas wszystkich z domu. Matka zginęła, ojciec wrócił, zmarł po powrocie z obozu, ja i brat Jurek też wróciliśmy. W czasie rewizji gestapo przeglądało także obrazy na ścianie, zdejmowało ze ściany, ale nic nie znalazło. Zabrało maszynę do pisania i szafkę. Tajnych pism i papierów dużo nie zabrało, bo w domu ich nie trzymali. W Cieszynie na gestapo byłam konfrontowana z „Tadkiem”. „Mały” leżał skuty łańcuchami pod łóżkiem. Miał ręce i nogi przymocowane łańcuchami do każdej nogi łóżka. Gestapowiec pytał, gdzie mnie posyłali „Mały” i „Tadek”. Powiedziałam, że mnie posyłali do sklepu po towar, że chodziłam z nimi do kina. [...] W czasie konfrontowania mnie z „Tadkiem” i „Małym” w Cieszynie, obaj byli zmaltretowani, z ranami na twarzy. „Tadek” był odwrócony do ściany. Gestapowiec dał mu czarną kawę. Ręce się mu trzęsły, tak że kawa się wylewała z garnka, potem kazali mu się odwrócić. Twarz miał całą czarną, oczy spuchnięte i modre od bicia, był zupełnie złamany psychicznie.
Raz jeszcze odwołam się do relacji Teofila Wity:
W jesieni 1942 r. [chyba raczej 1943 – w.k.] Inspektorat Okręgu Śląskiego wydał wyrok śmierci na zbrodniarza Gałuszkę. Wyrok polecono mnie wykonać. Pojechałem z kolegą do Karwiny na Kopaniny, gdzie Gałuszka chodził na tramwaj. Stąd jeździł do szpitala do Orłowej. Zamach na zbrodniarza się nie udał. Udało mu się uciec. Drugi atentat na zbrodniarza darkowskiego był przygotowany na moście w Darkowie, przez który Gałuszka codziennie przechodził na stację kolejową. Miałem przygotowany w butelce kwas solny, aby mu go dać porządną porcją na łep. Niestety, w tym dniu Gałuszka nie przechodził przez most.
Teofil Wita – „Waligóra” chciał zlikwidować Gałuszkę jeszcze w latach pięćdziesiątych – w słowackich Tatrach, ale ciężko się rozchorował i do zamachu nie doszło.
Pozdrawiam
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Przejdźmy w tym miejscu do spraw związanych z funkcjonowaniem ogniw terenowych Armii Krajowej na Śląsku Cieszyńskim w latach 1942 - 1943. Spróbujmy się na początek zająć działalnością konspiracyjną w okolicach Bogumina. Michał Heller w pracy „Ruch oporu na Śląsku Cieszyńskim” twierdzi, że w okresie poprzedzającym rozbicie Inspektoratu Cieszyński funkcjonowały tam obwody:
- Cieszyn - Jabłonków - Skoczów - Karwina - Frysztat - Bogumin
Najmniej Michał Heller był w stanie powiedzieć na temat obwodów Bogumin i Frysztat, pisząc:
QUOTE Wiadomo tylko, że w obwodzie bogumińskim bardzo aktywnym w organizowaniu konspiracji był Zając (pseud., nazwisko i imię nieznane) z Gołkowic. Wielkie aresztowania w kwietniu 1940 r. przerwały jego pracę, ale już w roku następnym doszło tu do odbudowy konspiracji.
W tym kontekście szczególnie cennym źródłem jest tu życiorys Jana Machoczka, napisany 20.07.1953 roku przez Józefa Burka....
Z życiorysu tego dowiadujemy się, że Jan Machoczek ps. „Bogumił” z Pudłowa ád Bogumin „w roku 1940 zakłada w Pudłowie komórkę tajnej organizacji – Związek Walki Zbrojnej. Do jego komórki należą: Józef Jurkiewicz „Jurek” i Ludwik Łogiewa „Dobosz”.” W dalszej części czytamy:
Machoczek kieruje grupą sabotażową na terenie fabryki blachy w Boguminie. Na tajnych zebraniach podaje swym zaufanym członkom konspiracji wiadomości z nasłuchu radiowego BBC i Tuluzy. Prowadzi wywiad na terenie swojej wsi i miasta Bogumina: zbiera nazwiska i działalność członków S.A., Blockleitrów NSDAP, nazwiska niem. policjantów. Prowadzi wywiad na terenie swojego środowiska i w zakładzie pracy. Dowódcą grupy Bogumin – Pudłów był Jurkiewicz, który zajmował się sprawami organizacyjnemi i wojskowymi. Jego zadaniem było śledzenie transportów kolejowych na głównym węźle kolejowym w Boguminie. Transporty wojskowe szły przez Bogumin z Protektoratu i Trzeciej Rzeszy na wschód, do Węgier i dalej („Jurek” został zdradzony i aresztowany, zginął w Oświęcimiu). Zdradzony zostaje również przez miejscowego agenta gestapo „Bogumił”. Zostaje aresztowany 15.3.1941. [...] Bestialsko torturowany zginął męczeńską śmiercią jako bojownik antyfaszystowski – bohater polski z Zaolzia.
Zatrzymam się tu na chwilę nad jedną kwestią. Oto z cytowanego tekstu dowiadujemy się, że „dowódcą grupy Bogumin – Pudłów był Jurkiewicz”. Czy można stąd wnosić, że był on komendantem obwodu? A może tylko rejonu? Dodam, że uniknął on aresztowania na początku roku 1941, kiedy to gestapo rozbiło Inspektorat Cieszyński ZWZ. Został on natomiast aresztowany 25 czerwca 1941 roku, o czym będzie mowa za chwilę.
Z kolei spójrzmy na to, co Michał Heller pisze o „Sieci Augusta” na omawianym terenie:
QUOTE Bogumin
W dziale łączności pracowali tu Józef Wolski i jego żona Agnieszka. Pracę w wywiadzie rozpoczęli w lecie 1942 r. urzędnik Alojzy Koltun z Zabłocia i monter Wilhelm Początek pseud. Hoffmann, który już od jesieni 1941 r. należał do ZWZA i był zaangażowany w dziale wojskowym. Dostarczał on. M.in. informacji o organizacjach komunistycznych. W grudniu 1941 r. Wilhelm Początek został wysłany na roboty przymusowe w głąb Rzeszy, gdzie zwerbował do pracy w wywiadzie Józefa Jurkiewicza pseud. Hoffman z Pudłowa. Punkt kontaktowy między organizacją wywiadowczą August a Inspektoratem Rybnickim znajdował się w piekarni Tadeusza Cicheckiego w Nowym Boguminie. Poprzez tę komórkę przechodziły wszystkie instrukcje i rozkazy do Margicioka i Hałaczka. Z tego punktu korzystały też działy: A – wojsko, C – pomoc społeczna i D – administracja.
Niemiecka Lutynia
W miejscu tym działała bardzo silna komórka wywiadowcza. Od marca 1942 r. pracowała w niej urzędniczka Gertruda Steffek, siostra Waltera, początkowo w charakterze kurierki, a później jako wywiadowca na terenie rodzinnej miejscowości – Dziećmorowic, gdzie również Czesław Sporysz zaangażował do działalności wywiadowczej (od października 1942 r.) byłą nauczycielkę Wandę Jędryszczyk. Jej mieszkanie służyło jako punkt kontaktowy, a ona sama pełniła funkcję kurierki. Ożywioną działalność wywiadowczą prowadził tu także od początku 1942 r. były nauczyciel, a w tym czasie górnik – Emil Warchołek pseud. Zygfryd. Dostarczał on mi.in. wiadomości o mocy produkcyjnej kopalni w Górnej Lutyni i okolicy, o działalności organizacji czeskich, a ponadto wciągnął do pracy w wywiadzie (w sierpniu – wrześniu 1942 r.) Karola Sosnę, pseud. Zbigniew, Zbigniewa Kunza oraz (w kwietniu 1942 r.) pomocnika budowlanego Eugeniusza Popka pseud. Lew. W Górnej Lutyni w listopadzie 1942 r. Walter Steffek zwerbował i zaprzysiągł byłego studenta Józefa Żyłę, pracującego w górnictwie, a następnie przekazał go Teofilowi Witcie. Przez dłuższy czas łączność z Janem Margiciokiem i Teofilem Wittą utrzymywał Władysław Opiela z Niemieckiej Lutyni, który dostarczał im stempli urzędowych. W czerwcu 1942 r. Teofil Witta zwerbował do organizacji August Leona Mojżiczka z Niemieckiej Lutyni, który w tej miejscowości i okolicy zbierał informacje o charakterze wywiadowczym. Tamże zaangażowano też do wywiadu w 1940 r. dentystę Ernesta Winklera. W jego mieszkaniu Margiciok i Hałaczek spotykali się z Lemanem, który okazał się konfidentem. Kierownicy organizacji August odwiedzali też studenta medycyny Edwarda Gałuszkę z Darkowa, pracującego w orłowskim szpitalu.
Pietwałd
W wywiadzie na terenie tej miejscowości działał od czerwca 1942 r. ślusarz Wiktor Dźwigaj pseud. Jodła, który szczególnie interesował się produkcją miejscowych kopalń, ich załogą, siłami policji zakładowej i aresztowaniami Polaków. W listopadzie 1942 r. wciągnął on do pracy wywiadowczej ślusarza Rudolfa Trojaka pseud. Lis z Pietwałdu i Teofila Swaczynę z Karwiny.
Orłowa
Działalność wywiadowczą prowadził tu robotnik Karol Omozik mieszkający w Zbytkowie, a pracujący w Orłowej. Zbierał on m.in. wiadomości dotyczące transportów wiadomości dotyczące transportów wojskowych, siły policji i struktury Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei (NSDAP) w Orłowej i okolicy. Jesienią 1942 r. Teofil Wita zaprzysiągł urzędniczkę magistratu orłowskiego Stefanię Kempny pseud. Erika. Dostarczała ona organizacji wywiadowczej kopii pieczątek urzędowych z miejsca swej pracy oraz kartek na mięso. Gestapo podejrzewało ją ponadto o przekazanie kierownictwu konspiracji materiałów dotyczących zaopatrzenia miasta w wodę. W wywiadzie na terenie Orłowej pracowali też Stefania Dadok i urzędnik Fryderyk Latoszyński pseud. Funsiok, który od czasu powołania go do służby wojskowej przekazywał dane o sile policji, SA, Nationalsozialistisches Kraftahrkops (NSKK) oraz nielegalne komunistyczne pisma, a ponadto dostarczył około 25 blankietów volkslisty nr 2 i 3. Organizacja August z polecenia władz zwierzchnich gromadziła też informacje o działalności komunistów w tym regionie. Dostępne materiały pozwalają przypuszczać, że w tym wypadku chodziło o zbadanie zakresu wpływów i siły tego ruchu. We wrześniu 1942 r. został wprowadzony do pracy w wywiadzie urzędnik Zbigniew Kunz pseud. Adler z Orłowej. Zebrane informacje z miejsca zamieszkania i okolicy dostarczał on Teofilowi Witcie poprzez Emila Warchołka z Górnej Lutyni. Kierownik organizacji August, Teofil Witta, korzystał w Orłowej z pomocy grupy socjalnej kierowanej przez Zofię Szczepanik, o istnieniu której wiedział student medycyny Edward Gałuszka.
Rzućmy w tym miejscu okiem na oświadczenie Rudolfa Pastuszka z Dolnej Lutyni:
Moja siostra Agnieszka Pastuszek współpracowała z członkami Ruchu oporu w Lutyni. Często przychodzili do nas Margiciok i jeden wysoki, nazwiska nie znamy. Pochodzili Rydułtów, pow. Rybnik, Polska. Przebywał również na naszym terenie również Wita z Niedobczyc wzgl. Rydułtów. [...] Moją żonę aresztuje gestapo 25.8.1943 r. Siedziała w Cieszynie, Oświęcimiu. Zginęła w Oświęcimiu. W tym samym czasie byli aresztowani z Lutyni: Bednarz Leopold i Niedźwiedź Alojzy. Byli rozstrzelani w Ośw. [...] Moja córka /Kolarczykowa/ była raz z Wysokim ze sztabu u Michalika Leona w Bystrzycy /rozstrzel. w Ośw./ Był nauczycielem i oficerem ČSA. Do mojej żony przychodzili jeszcze oprócz wymienionych: Zaręba z Rychwałdu i czł. Sztabu Wita. Zaręba zginął. Mały i Wysoki utrzymywali kontakt z moim synem Emanuelem Pastuszkiem. Wysokiego nazywaliśmy Herman. Opioła Władysław z L. był czł. Ruchu oporu /student/. Później aresztowało gestapo jego matkę Rozalię i ojca Józefa. Obaj zginęli. Popek Leon, czł. Ruchu oporu, również zginął. Dalsi członkowie to teolog Sosna i Kocur Franciszek. Sosna Karol i Opioła zostali zprowadzeni z Oświęcimia i publicznie powieszeni w Mostach k. Jabłonkowa, ČSR. Franciszek Kocur z Lutyni był komendantem na obwód Bogumin – Lutynia. Fałszowane pieczątki niemieckie wykonywał Celnar z Dziećmierzowic /zginął/. Oprócz tych w ruchu oporu byli Ożóg Ignacy z D. Lutyni /zginął 26.6.1942/, Kwaśnica Ryszard zginął 10.1.1943, Mojżyszek Leon z Wierzniowic zginął 25.6.1943.
Niezwykle istotna jest tu informacja, iż komendantem obwodu Bogumin – Lutynia był Franciszek Kocur... Co ciekawe, Michał Heller w żadnym miejscu o nim nie wspomina. Jego nazwisko nie pojawia się też w meldunku nr 117/43 z 25 lipca 1943 roku komendanta żandarmerii przy prezydencie Rejencji Katowickiej. Nie wspomina o nim też Tomasz Miler...
Rudolf Pastuszek jest też autorem krótkiego tekstu napisanego na maszynie, a zatytułowanego „Tragedia rodziny Sztefków”, w którym możemy m.in. wyczytać:
Margiciok i Hałaczek nawiązali ze starymi znajomymi Sztefkami kontakt. Wprowadzili całą rodzinę do konspiracji. Od 1938 rodzina Sztefków mieszkała w Dolnej Lutyni. Ze Sztefkami znał się również Gałuszka i ks. Topiarz. [...] Kiedy rodzinie Sztefków groziło niebezpieczeństwo, ukryła się w bezpieczne miejsce. W domu została tylko matka Warchołkowa. Jej syn Emil był żonaty z najstarszą córką Sztefka, należał również do ZWZ. W ogrodzie u Sztefków były zakopane butelki z tajnymi dokumentami. Nie wiadomo, jakie papiery były tam schowane. Sztefkowa umieściła swego męża w szpitalu w Boguminie. Pierwsze aresztowania: Pastuszek Rudolf, Kocur Franciszek, dr Winkler, Winklerowa. Przed aresztowaniem uciekł Pastuszek Emanuel, naucz., syn Rudolfa.
Do owych „pierwszych aresztowań” miało dojść, o czym dowiadujemy się z cytowanej uprzednio relacji Rudolfa Pastuszka, 27 stycznia 1943 roku...
Tymczasem wróćmy do „Tragedii rodziny Sztefków”:
U Sztefków ukrywał się Mulka, z którym nawiązała kontakt Helenra Warchołek, najstarsza córka Sztefka. Mulka przypadł do gustu również Zosi Sztefkównie. Po niejakim czasie powstała kłótnia między obu siostrami. Naiwna i głupiutka Zosia oskarża Warchołkową, że ukrywa u siebie partyzanta Mulkę. Dowiedziała się o tym niemiecka policja. W nocy 20.11.1944 r. gestapo i policja otoczyło dom Sztefków. Mulka ukrywał się w szopie. Kiedy stwierdził, że jest w niebezpieczeństwie, ucieka przez płot, w tej chwili pada śmiertelna kula. Mulka został pogrzebany pod płotem.
Jeszcze tego samego dnia zostali rozstrzelani w Orłowej Franciszek Sztefek i jego żona Stefania, a także ich córka Helena Warchołek. Mąż tej ostatniej został niewiele wcześniej, mianowicie 1.11.1944 r., rozstrzelany w KL Auschwitz. Teofil Mulka, ojciec Emila Mulki, został rozstrzelany 25.11.1944 r. przy drodze z Rychwałdu do Orłowej.
Dodajmy, że syn Franciszka i Stefanii Sztefków, Walter Sztefek, mieszkający w Dąbrowie ád Orłowa, był kierownikiem wywiadu AK na teren Cieszyn, Trzyniec, Bystrzyca, Jabłonków, Istebna.
We wcześniejszej relacji Rudolfa Pastuszka pada między innymi nazwisko Karola Sosny. Otóż w życiorysie tegoż (autorstwa Józefa Burka) czytamy:
Należał do komórki Emila Warchołka w Lutyni Dolnej, pseudonim „Zygfryd”. [...] Student teologii Karol Sosna zostaje aresztowany razem z kolegami 16.3.1943 w Lutyni D., więziony w Cieszynie, w zastępczym więzieniu politycyjnym w Mysłowicach (Polizej Ersatzgefängnis). W dniu 26 października 1943 został powieszony w Mostach koło Jabłonkowa, Zaolzie.
Dotarłem też do kilku relacji mieszkańców Orłowej...
Gabriela Niemcowa – Kunz (matka wspominanego kilkakrotnie przez Michała Hellera Zbigniewa Kunza ps. „Orzeł”) w swej relacji stwierdziła, że jej syn został zaprzysiężony przez Jana Margicioka i Teofila Witę, dodając nieco dalej:
Zbyszek zorganizował komórkę wywiadu na terenie Orłowej. Zadaniem jej było zdobywanie informacji o: a ) liczebności policji i ich nazwisk b ) stwierdzenie nazwisk członków SA i blockleitrów NSDAP c ) działalność grupy konspiracyjnej KPCz d ) rodzaj przeprowadzonych akcji sabotażowych w zakładach pracy i na kolei. „Orzeł” był aresztowany przez gestapo w Orłowej w dniu 6.4.1943 r. W tym czasie było aresztowanych więcej członków AK. Siedział w Cieszynie, po przesłuchaniach i konfrontacji z innymi więźniami z konspiracji został przeniesiony do Polizei Ersatz Gefängnis w Mysłowicach. Tam również był stale przesłuchiwany i masakrowany przez hitlerowskich oprawców.
Po kilku tygodniach po przybyciu do Mysłowic odwiedziła go tam jego matka, która tak to wspomina w swej relacji:
Byłam odwiedzić syna w Mysłowicach, w którym dniu nie pamiętam. Strażnik więzienny był Górnoślązakiem, bardzo przychylny Polakom. Ryzykując, pozwolił mi rozmawiać z synem. O ile pamiętam, strażnik nazywał się Szprenc. W czasie rozmowy syn powiedział mi, że zdradził ich medyk Edward Gałuszka z Darkowa. Pewnego dnia otrzymałam również list od niego, który przemycił strażnik więzienny, a przyniósł go kurier. W liście było napisane m.in., że niejaki Gałuszka ma go na sumieniu. Z Mysłowic został przewieziony do obozu konc. w Oświęcimiu. Nie wiedział o tym, że był zasądzony na karę śmierci. W Mysłowicach był tzw. „pucybutem”, przez więźniów bardzo lubiany. Tuż przed wejściem wojsk radzieckich do Oświęcimia został rozstrzelany 6 I 1945 r. W roku 1946 w związku z aresztowaniem Gałuszki przez władze czeskie oddałam list na posterunek policji w Karwinie 2. Odebrał go ode mnie funkcjonariusz policji Vlčysky. Listu więcej nie oglądałam, bo mimo próśb, list rzekomo się zgubił. W grudniu 1946 r. na rozprawę sądową wezwano jako świadków tylko 4 świadków, którzy pono nie mieli żadnego słowa w czasie rozprawy. Słyszałam, że zamiast sądzić zbrodniarza Gałuszkę oskarżano świadków. Przed aresztowaniem Zbyszka przychodził do nas Edward SIUDA z Karwiny 2 i Gałuszka. Nie pomyślałam, że Gałuszka przychodził do nas w celach szpiegowskich.
Józef Burek dodaje:
Po wojnie strażnik więzienny z Mysłowic, Szprenc, przyjechał na Zaolzie odwiedzić rodziny, którym przemycał grypsy. Dowiedziały się o tym władze czeskie i Szprenca aresztowały – w imię przyjaźni.
Od siebie dodam jeszcze, że Zbigniewa Kunza zgładzono w tej samej egzekucji, w której stracono mojego dziadka – Konstantego Kempę.
Z kolei zajmijmy się rodzeństwem Onderek – Bronisławem i Tadeuszem, którzy mieszkali w Orłowej. Oboje zostali aresztowani w kwietniu 1943 roku. Bronisława została rozstrzelana 18 grudnia 1943 roku. Pół roku wcześniej (2 czerwca 1943 roku) rozstrzelany został Tadeusz. Ich siostra, Władysława Lata, napisała w sporządzonym przez siebie oświadczeniu:
Siostra moja Bronisława Onderek, profesorka Polskiego Gimnazjum Realnego w Orłowej, została aresztowana w roku 1943 początkiem kwietnia. Zdaje mi się, że to było 7.4.1943 roku. Mieszkała razem z rodzicami w Pietwałdzie w wynajętym budynku od piekarza Kuźmy. O godzinie 5 rano przyszli zbóje w niemieckich mundurach, wyrwali ją z łóżka i odwlekli. Matka, widząc, co się dzieje, zaczęła płakać i krzyczeć, co robią. Szkoła córki kosztowała tyle pieniędzy, a teraz ją zabierają. Z szyderczym śmiechem zabrali siostrę, przedrzeźniali i wyśmiewali się z matki. Siostra się rozpłakała i odprowadzili. Zamknęli ją najpierw w Cieszynie, skąd dała znać, aby brat Tadek uciekał. Niestety, na drugi dzień zobaczyła brata w kajdanach z dwoma jego kolegami w więzieniu w Cieszynie. Zaczęła głośno płakać. Tadek poznał siostrę i powiedział Jej wobec wszystkich: „Nie płacz. Broneczko!” Gestapo trzymało Bronkę przez 9 dni w ciemności. Bronek i Tadek byli stale przesłuchiwani. I bici. Posyłał jej do celi karteczki, że dopiero dzisiaj 11-tą noc po torturach zasnął. Brat pracował w Haydebrecku w Niemczech na przymusowych robotach. Na niedzielę przyjeżdżał do domu. W niedzielę w nocy ostatnim pociągiem odjechał do Niemiec. W Heydebrecku już niemieccy zbóje czekali przy pociągu. Szli za nim. Wszedł do baraku, gdzie mieszkał, za chwilę obstąpili go, wpadli do baraku, kazali mu podnieść ręce do góry i wyprowadzili. Zabrali mu zegarek i po drodze go bili. Zabrali mu też i prowiant, który mu dała matka. Z Cieszyna przewieźli brata i siostrę do Mysłowic. Tam też byli katowani. Myśmy nie wiedzieli, ze Tadek i Bronka należeli do tajnej organizacji. Krótko przed aresztowaniem jego kolegów Tadek wspomniał przed mamą i przede mną, że musi uciekać, bo mu grozi niebezpieczeństwo. Wtedy matka, jako stara matka, spracowana, powiedziała mu: „Synku, się tam będziesz poniewierał?” i został. Pojechałam raz do Mysłowic i udało mi się z siostrą na placu więziennym porozmawiać. Straż trzymali Górnoślązacy, którzy byli nam przyjaźni i pozwolili rozmawiać z nią. Przelękłam się, bo Bronka była po twarzy cała żółta, wynędzniała, oczy podbite i płakała. Mówi do mnie: „popatrz Władko, te młode więźniarki to moje uczennice z gimnazjum”. Szlochając głośno i rozpaczliwie mówi – „my wiemy, ze idziemy na śmierć, a to wszystko zrobił ten podlec Edward Gałuszka. On wydał listę, którą nosił i miał na niej wszystkich Polaków zanotowanych”. Rozpłakała się znów. Na to ja jej powiedziałam: „Nie płacz Broneczko, my Waszą śmierć pomścimy.” Z siostrą widziałam się w Mysłowicach już po rozstrzelaniu brata Tadka w czasie wakacji, zdaje się w czerwcu 1943 roku. Po pewnej chwili Bronka ze zgrozą zapytała: a co jest z Tadkiem? – bo mi się śniło, że mnie Tadek z Władkiem Cachlem ciągną na cmentarz. Odpowiedziałam z uśmiechem lekkim, nie wiem Broneczko. Nie chciałam jej martwić bo wiem, że to by ją zupełnie złamało. Jak odeszłam od niej, dopiero się rozpłakałam.
Pozdrawiam
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Przyjrzyjmy się z kolei sieci konspiracyjnej z okolic Karwiny i Frysztatu... Na początek obszerne cytaty z pracy Michała Hellera:
QUOTE W rejonie Karwiny działały – już na przełomie lat 1939 – 1940 – dobrze zorganizowane komórki SZP-ZWZ. Do jednej z nich należeli: działacz społeczny i samouk Leon Derlich, jego siostra Hermina, Franciszek Blacha, Leon Loter z Frysztatu i inni. Leon Loter ułożył wiersz o treści antyhitlerowskiej, odbił go na cyklostylu i rozesłał do żołnierzy Wehrmachtu na front oraz do miejscowych hitlerowców. [...] W Karwinie istniały też komórki ZWZ, kierowane przez Władysława Zaparta. W mieście tym działały ponadto grupy konspiracyjne Pawlity, Karola Wilkusa oraz Anny i Stefanii Stefek.
Z kolei odbudowę sieci konspiracyjnej na tym terenie po rozbiciu Inspektoratu Cieszyńskiego Michał Heller opisuje tak:
QUOTE Ruch podziemny musiał istnieć niemal w każdym większym zakładzie pracy, skoro utworzono tu na bazie organizacji wywiadowczej August aż 6 batalionów konspiracyjnych. Niestety, posiadamy bardzo mało relacji z tego terenu. Wiadomo tylko, ze komórka ZWZ istniała w kopalni „Gabriela” w Karwinie – Solcu i funkcję drużynowego pełnił tu Alfred Chlebik. Spotkano się w grupach po 3 – 4 zaprzysiężone osoby. Do konspiracji należeli tu: bracia Alojzy i Augustyn Krótcy, Holek, Jan Cahel, Konstanty Gryczner, Henryk gałuszka, Józef Sztymon i inni. Uczono się strzelać z pistoletu A. Chlebika. W Karwinie w kopalni „Barbara” istniała również komórka konspiracyjna założona jeszcze przez Józefa Kominka. Właściwym jej organizatorem był absolwent szkoły średniej, Jan Gawlas pseud. Hanysek, pracujący jako górnik. Grupa ta przychodziła z pomocą jeńcom radzieckim pracującym w kopalni. Donoszono im chleb, słoninę, ziemniaki, cukier, mięso, margarynę, jabłka i inne artykuły spożywcze. Przeprowadzano też tutaj poważne sabotaże, np. J. Gawlasowi udało się zniszczyć kolejkę przewożącą węgiel. Dzięki dobrej znajomości języka niemieckiego potrafił on wytłumaczyć swoim przełożonym, że był to wypadek. Kiedy jednak we wrześniu 1943 r. doszło do dekonspiracji, J. Gawlas musiał uciekać i dołączył wtedy do oddziału Józefa Kamińskiego.
I jeszcze taka informacja:
Wśród aresztowanych w listopadzie 1942 roku był górnik z kopalni „Gabriela – Pokój” w Karwinie Jerzy Stonawski, który pozbawiony został wolności 27.11.1942 r. Został on rozstrzelany w KL Auschwitz 25.01.1943 r. Takie przynajmniej dane zaczerpnąłem z notatek Józef Mazurka.
Tymczasem zajmijmy się „Siecią Augusta” – jak ją widział Michał Heller:
QUOTE Karwina
Aktywną pracę wywiadowczą na ternie Karwiny rozwinął laborant Leon Popiela pseud. Kon. Zbierał on m.in. informacje o magazynach żywnościowych, zjednał też dla działalności wywiadowczej robotników z Karwiny Jana Krainę i Oswalda Balwara pseud. Dąb. Ten ostatni przekazywał wiadomości o balonach zaporowych w Kędzierzynie i transportach wojskowych w Piotrowicach, prowadził także pracę wywiadowczą w Karwinie i Frysztacie. W lecie 1942 r. do organizacji wciągnięto mistrza piekarskiego Józefa Żarnowskiego, który po zaprzysiężeniu został łącznikiem między Janem Margiciokiem a zrzuconym wiosną 1941 r. oficerem polskim z Anglii. Skoczek ten – chodziło prawdopodobnie o por. Stanisława Zawadzkiego, akta gestapo mówią zaś o Stanisławie Staszowskim – przydzielony został do Okręgu Śląskiego ZWZ, otrzymując specjalne zadania do wykonania w powiecie karwińskim i okolicy. Gestapo schwytało go na Zaolziu pod koniec 1942 r. Górnik Teofil Swaczyn pseud. Engelbert dostarczał wiadomości w wszystkich zakładach karwińskich zatrudniających powyżej 50 osób, a także o nastrojach w osadach robotniczych zamieszkałych przez Polaków i Niemców. Od licznych współpracowników zbierał on materiały wywiadowcze i przekazywał je Teofilowi Witcie, któremu też przedstawił w lipcu – sierpniu 1942 r. górnika Izydora Kalisza. Na terenie kopalni w Karwinie pracę wywiadowczą organizował nadsztygar Jan Konieczny. Współpracował on z górnikiem Ernestem Kubienką z Olbrachcic, który przekazywał wiadomości z tejże miejscowości. W czerwcu 1942 r. J. Konieczny i E. Kubienka zostali aresztowani i niedługo potem rozstrzelani w Oświęcimiu.
Poręba
Łączność z Janem Margiciokiem na terenie tej miejscowości utrzymywało dwóch grenadierów Wehrmachtu: były polski student Emil Hilla i Rudolf Foks z Karwiny. W wywiadzie na terenie Poręby pracowała też urzędniczka miejscowego urzędu gminnego, Genowefa Duszczak, która ze swego zakładu pracy dostarczała konspiracji znacznych ilości blankietów volkslisty i kartek żywnościowych. Zwerbował ją do tej pracy jesienią 1942 r. jej narzeczony Fryderyk Latoszyński.
Frysztat
W lipcu 1942 r. Jan Margiciok wciągnął do pracy wywiadowczej zarządcę majątku w Starym Mieście koło Frysztatu – Karola Walicę. Zbierał on informacje w miejsc zamieszkania i okolicy. W maju 1942 r. Karol Walica przedstawił Teofilowi Witcie kupca Władysława Pieczkę pseud. Cumulus z Bludowic, który został jego współpracownikiem. Do komórki Walicy, w której funkcję łączniczki pełniła ekspedientka Golasowska – Puzoń, należał też Niemiec o nieznanym nazwisku. We Frysztacie działał również w wywiadzie od lata 1942 r. Józef Walica pseud. Igrek. Przekazywał on wiadomości przede wszystkim o miejscowych zakładach zbrojeniowych Melder – Werke i Jäkel. Na terenie Frysztatu – wsi działalność wywiadowczą prowadził górnik Teofil Piskorz.
Piotrowice
W wywiadzie na terenie tej miejscowości działał były student, a w czasie okupacji robotnik Karol Wilkus pseud. Lok, który zbierał informacje o pracy miejscowych zakładów chemicznych, rozmieszczeniu magazynów broni, transportach wojskowych przejeżdżających przez Piotrowice, położone przy ważnej magistrali kolejowej Katowice – Wiedeń, a także o siłach policyjnych, stacjonujących w tej miejscowości. Z początkiem 1942 r. Wilkusowi udało się wciągnąć do pracy wywiadowczej robotnika Rudolfa Korpaka pseud. Emil z Piotrowic, byłego członka KPCz. Po zaprzysiężeniu dostarczał on Teofilowi Witcie wielu cennych wiadomości z terenu swej rodzinnej wsi. Wilkus wprowadził też do organizacji August w listopadzie 1941 r. stolarza z Piersnej koło Piotrowic – Jana Gawełczyka, który otrzymał zadanie dokładnego rejestrowania transportów wojskowych przejeżdżających przez Piotrowice. W czerwcu 1942 r. został on przedstawiony Leopoldowi Hałaczkowi, a tan w jego mieszkaniu utworzył punkt kontaktowy dla działaczy konspiracyjnych. Na terenie Piotrowic działał też w wywiadzie od marca – kwietnia 1942 r. ślusarz Franciszek Krótki, który w bieżących sprawozdaniach przekazywał wiadomości o możliwości połączenia polskich i czeskich organizacji konspiracyjnych. Sprawa ta stała się szczególnie realna po podpisaniu w dniu 19 I 1942 r. układu polsko – czechosłowackiego o zasadach podwójnej konfederacji, o czym będzie jeszcze mowa dalej.
Dąbrowa
W lecie 1941 r. urzędniczka Anna Chromik z Dabowy została wyznaczona na kurierkę przez Waltera Steffka, któremu przekazywała materiały zebrane od wywiadowców.
Łazy, Sucha, Stonawa
Wywiadowców do organizacji August werbował w tych miejscowościach były student, Czesław Sporysz z Łazów, związany z konspiracją od kwietnia 1942 r. Dostarczał on wiadomości o członkach NSDAP, transportach wojskowych, rannych, o zapasach żywności, wysiedleniach Polaków, działalności organizacji czeskich. W swoich sprawozdaniach informował też o nastrojach ludności w Karwinie, Orłowej i Łazach. Dzięki wielkiemu poświęceniu i energii zwerbował i zaprzysiągł licznych działaczy. Jednym z nich był ślusarz Franciszek Walica z Górnej Suchej, który po zaprzysiężeniu przekazywał wiadomości z Górnej, Średniej i Dolnej Suchej oraz ze Stonawy. Czesław Sporysz wciągnął też do pracy wywiadowczej sprzedawcę Rudolfa Borutę Dolnej Suchej, a ten dostarczał m.in. informacji o liczbie jeńców radzieckich zatrudnionych w kopalniach na terenie Łazów. W tej miejscowości udało się też Cz. Sporyszowi we wrześniu – październiku 1942 r. zjednać la wywiadu górnika Emanuela Szarowskiego, który przez pewien czas był kurierem między Cz. Sporyszem i T. Wittą. Sporysz wciągnął też do pracy wywiadowczej byłą polską nauczycielkę, Wandę Jędryszczyk z Dziećmorowic. Na terenie Łazów, z polecenia Teofila Witty, na początku 1943 r. szewc Jan Niemczyk oddał swoje mieszkanie do dyspozycji kurierów wywiadu. Niemczyk wciągnął do konspiracji również swego syna Zbigniewa i Łakotę z Dolnej Suchej. Reperował on też obuwie dla pracowników wywiadu i partyzantów. Działalność wywiadowczą na terenie Górnej i Dolnej Suchej prowadził również kupiec Zbigniew Żak.
Sporo niezwykle cennych informacji wnosi życiorys Franciszka Blachy, komendanta Obwodu Frysztat / Karwina, którego autorem jest Józef Burek, komendant rejonu Karwina, a także relacja Józefa Burka. Obszerne fragmenty obu tych tekstów zamieściłem tutaj:
http://www.historycy.org/index.php?act=ST&...t=55490&st=151#
Dodam, że w życiorysie Jana Margicioka, sporządzonym przez Helenę Szolcową (żonę Leopolda Hałaczka), Antoninę Margiciok - Wagnerową (żonę Jana Margicioka) oraz Józefa Burka, znajdujemy następującą informację:
Do siatki wywiadu wciąga J. Burka komendant obwodu Frysztat podchor. Franciszek Blacha „Boruta” z Raja (Zaolzie). Pierwsze spotkanie nastąpiło w parku zdrojowym w Darkowie.
Paweł Szotkowski ps. Most” był aptekarzem we Frysztacie. Wiedzę na temat jego działalności konspiracyjnej zawdzięczamy Marii Gaudynowej, łączniczce, która mieszkała z nim w jednym domu i która w swej relacji oświadczyła:
Paweł należał do tajnej organizacji ZWZ. Jako farmaceuta „organizował” w aptec e lekarstwa. Sam je woził partyzantom aż pod Baranią Górę, znów dla polskich rodzin we Frysztacie ja nosiłam. Lekarstw dostarczał również Gałuszce, który twierdził, że partyzantom trzeba pomóc. Często przychodził do Pawła do domu. Przyjaźń i współpraca się umacniała. Udawał dobrego Polaka, chętnie odbierał lekarstwa. Ale jego częste wizyty u Pawła i aroganckie zachowanie się wobec niego wkrótce mi podpadły. Wkrótce stwierdziłam, że Gałuszka przychodził do nas w celach szpiegowskich. Zwróciłam uwagę Pawłowi, że Gał. jest szpiclem. Nie chciał mi w to uwierzyć, twierdząc, że ma polską maturę, był na studiach farmacji 1938 r. w Warszawie, rodzice są bardzo pobożni i dobrzy Polacy, więc nie dał wiary moim ostrzeżeniom. Niestety, w krótkim czasie moje złowrogie przeczucia spełniły się. W dniu 27 I 1943 w nocy gestapo aresztuje Szotkowskiego.
Z dalszej części dowiadujemy się, że w tym samym dniu byli aresztowani: Zapart, dr Sznapka, Józef Żarnowski i inni. Szotkowski został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano 2 czerwca 1943 r. w KL Auschwitz.
Z kolei rzućmy okiem na życiorys, aresztowanego w tym samym dniu co Szotkowski, Władysława Zaparta. Autorem życiorysu jest Józef Burek, który właśnie w obecności Zaparta składał przysięgę, wstępując w szeregi ZWZ – AK. Z życiorysu tego dowiadujemy się, że Władysław Zapart w okresie międzywojennym aktywnie działał w Związku Harcerstwa Polskiego w Czechosłowacji. W dalszej zaś części czytamy:
W czasie okupacji hitlerowskiej pracował jako Polak przy robotach ziemnych w kopalni „Barbara” w Karwinie, Płacił 15% z zarobku. Końcem roku 1939 organizuje na terenie Karwiny konspiracyjny ruch oporu wspólnie z podchor. Franciszkiem Blachą. Do jego komórki należą: Józef Cachel, Karol Wilkus, Rudolf Korpak (wszyscy zginęli w Oświęcimiu).
Władysław Zapart został rozstrzelany w KL Auschwitz 2 czerwca 1943 roku...
Józef Kubiena, szwagier Karola Wilkusa, wspomnianego w życiorysie Władysława Zaparta, tak pisze o swoim szwagrze:
Do organizacji wciągnął go adjunkt Franciszek Blacha, przez niego został zaprzysiężony. Szef wywiadu na Zaolziu Margiciok mianowiał go kierownikiem wywiadu w Piotrowicach i Zebrzydowicach. Prowadził wywiad na terenie fabryki chemicznej w Piotrowicach, obserwował przejazdy transportów wojskowych. Przed wyjazdem do Rzeszy zbierał materiał wywiadowczy na ważnym węźle kolejowym w Zebrzydowicach. Jego zadaniem było również prowadzenie ewidencji policji i ich współpracowników w Marklowicach i Piotrowicach. Obserwował również miejscowych szpicli, Blockleitrów i SA-manów. Agent policji niemieckiej Leon Sznapka z Marklowic wyraził się prze mną, że z Wilkusem stanie się to samo, co z aptekarzem Szotkowskim. Szotkowski był aresztowany w styczniu 1943 r. Karol utrzymywał [też] kontakt z Pawlitami z Piotrowic.
Chcąc uniknąć aresztowania, Karol Wilkus wyjechał z Zaolzia i zamieszkał w Żaganiu. Ale i tam go dopadli. Józef Kubiena wspomina:
W marcu 1943 r. zaczęły się po raz drugi masowe aresztowania na Zaolziu. W tym samym czasie, tj. 8 marca 1943 r. gestapo aresztuje w Niemczech mojego szwagra Karola. Został przewieziony do ciężkiego więzienia w Mysłowicach. Tam był stale przesłuchiwany i bity przez hitlerowskich oprawców. Przebywał na Sali nr 1, gdzie różnemi wyrafinowanymi metodami w czasie przesłuchań i konfrontacji męczyli więźniów. Oberladsgericht wydał na Karola wyrok śmierci za zdradę państwa. W dniu 2.1.1943 został przewieziony do Oświęcimia. Wsadzono go do bunkra. Szwagier pisał z Mysłowic na :lewo” do rodziny. M.in. pisał, że padł ofiarą zdrady przez Gałuszkę. W tym samy czasie gestapo aresztowało Pawlitów z Piotrowic, ks. Józefa Adameckiego, Rudolfa Korpaka, Kostka Piotr, Józef Walica, innych nie pamiętam. Karol Wilkus był rozstrzelany w Oświęcimiu z winy Gałuszki.
Emil Adamecki stwierdza w swej relacji, że Pawlita Franciszek i Pawlita Wiktor zostali rozstrzelani w KL Auschwitz 12 czerwca 1943 roku, przy czym wyraźnie podkreśla, że pochodzili oni z Marklowic, podczas gdy Józef Kubiena wyraźnie wskazuje ich jako mieszkańców Piotrowic.
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Przeglądając zbiory Józefa Mazurka natrafiłem na szereg interesujących informacji dotyczących aresztowań, jakie miały miejsce w kwietniu 1940 roku na Zaolziu. Była to część wielkiej operacji przeprowadzonej przez Gestapo, a wymierzonej w polską inteligencję i osoby wyróżniające się wcześniej aktywnością społeczną. Nie była ona wymierzona bezpośrednio w struktury konspiracyjne, ale w dużym stopniu ich dotknęła.
Otóż we wspomnianych zbiorach Józefa Mazurka znalazłem taką oto notatkę dotyczących przebiegu tychże aresztowań w Rychwałdzie:
Napad po zęby uzbrojonych hitlerowców przyszedł znienacka. Aresztowano około 25 obywateli narodowości polskiej.
Wśród aresztowanych wówczas byli: Gabriel Brak, Walenty Drobik, Edwin Dzierża, Alojzy Kocur, Alfred Kocur i jego żona Anna Kocur, Gabriela Kocurówna, Anna Mechówna, Henryk Chabot i Franciszek Szczuka – Członosz.
Wymienieni aresztowani zostali w dniach 20 - 22 kwietnia 1940 roku. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to, czy w owej liczbie 25 osób mieszczą się też aresztowani dziesięć dni wcześniej, tj. 12 kwietnia, w tym Franciszek Szczyrba, który tak opisał swoje aresztowanie:
Dnia 12.4.1940 r. przychodzi wczesnym rankiem kilku gestapowców do mieszkania na Zbytki, kazują się ubierać i odprowadzają do aut. Z pierwszą falą dostaję się do Cieszyna – do tzw. fabryki „Kohna”. Poznałem tu kulturę hitlerowską, którą z tej strony jeszcze nie znałem. To nie byli ludzie, to były diabły drapieżne.
Wraz z Franciszkiem Szczyrbą zostali tego dnia aresztowani także Wojtal Bolesław i Wojtal Witold. W związku z aresztowaniem Franciszka Szczyrby 14 kwietnia w Zabłociu aresztowany zostaje Woźnica Karol, aresztowany też zostaje Gabriel Durczok z Bogumina Nowego (kolejarz, kierownik Ruchu w Boguminie Nowym, zamęczony w Gusen 28.2.1941).
22 kwietnia 1940 roku w Zabłociu aresztowani zostali między innymi: Durczok Emil (zamęczony w Gusen – 28.2.1941), ks. Zmetły Adolf (zm. W Dachau – 29.4.1941), Chodura Karol i Pszczółka Paweł.
Tego dnia w Boguminie Mieście aresztowany został Tadeusz Rychlik...
Dwa dni wcześniej, 20 kwietnia 1940 r., w Boguminie Nowym aresztowani zostali Mrózek Władysław i Początek Alojzy.
Tego samego dnia w Skrzeczoniu aresztowani zostali Ożana Józef i Ożóg Ignacy. 22 kwietnia w Skrzeczoniu zostali aresztowani Solich Józef, Bugdol Józef, Guziur Maksymilian i Sebera Emil
21 kwietnia, w miejscowości Szonychel aresztowany został Rzeźniczak Franciszek.
W Pudłowie 20 kwietnia aresztowany został Bielecki Leon Józef.
Wiele osób aresztowano 22 kwietnia w Lutyni Górnej (Lutyni Polskiej), między innymi: Babisz Karol (zm. w Gusen 9.5.40 r.), Bystroń Ferdynand (zm. w Gusen 13.11.41 r.), Holesz Alojzy i Holesz Teofil (bracia, ich matka, Maria, dostała udaru mózgu i niedługo potem zmarła), Kelner Rudolf, Kolek Leonard, Kudziełka Alojzy, Sobocik Józef, Wojtek Jan. 23 kwietnia aresztowany został ks. Kudziełka Albin, a 24 kwietnia aresztowani zostali Hila Emil, Buzek Franciszek i Fierla Rudolf.
W Dziećmorowicach 12 kwietnia został aresztowany Dadok Józef, 20 kwietnia – Król Ferdynand, a 22 kwietnia - Burian Wiktor.
W Wieczniowicach 22 kwietnia zostali aresztowani Bizoń Henryk i Majcherek Franciszek...
Aresztowania objęły wówczas cały Śląsk Cieszyński, o czym napiszę w kolejnych postach. Tymczasem jednak na moment powrócę do kwestii Rychwałdu, od którego zacząłem. Oto bowiem w zbiorach Józefa Mazurka natrafiłem na taką oto notatkę:
Po aresztowaniu kilku członków organizacji podziemnej w Karwinie w roku 1942 z Aleksandrem Nemethem na czele organizują 3 bracia Jurczakowie 1/ Gabriel, 2/ Henryk i 3/ Wiktor i inni. Nową siedzibę Ruchu Oporu w Rychwałdzie – w bunkrze w zagrodzie ob. Goryla. Tustąd idą dyrektywy do Krakowa, do Warszawy, do Wrocławia, Pragi i na Słowację, drukują na własnej maszynie do pisania gazetki „Tempo” i „Naprzód” i powielając ją na specjalnym powielaczu. Łącznikiem był także Haratyk Józef ze Stonawy. Pracowano tu ostrożnie w „Trójkach”. Praca Ruchu podziemnego trwa w Rychwałdzie od 1943 do końca wojny.
Proponuję jeszcze rzucić okiem tutaj:
http://www.vets.estranky.cz/clanky/vpm-okr...rvina/doly.html
Wynika stąd, iż wspomniany tu Aleksander Nemeth został aresztowany 31 października 1942 roku, a rozstrzelany 3 listopada 1942 roku...
Jakiś czas temu cytowałem relację Rudolfa Pastuszka z Lutyni Dolnej. Otóż z materiałów zgromadzonych przez Józefa Mazurka wynika, że wraz z Rudolfem Pastuszkiem miał być aresztowany Dominik Gwóźdź z Rychwałdu.
Pozdrawiam
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
QUOTE(Agrawen @ 16/12/2011, 15:12) I jeszcze jedna kwestia - czy znasz informacje z innych niż niemieckie źródeł, które wskazują na Kornasa jako Szefa Sztabu.
Karol Strózik w artykule „Piotrowiccy harcerze” napisał:
W połowie października 1939 r. po spotkaniu Józef Pukowca z mgr Józefem Korolem, organizatorem pierwszego etapu wojskowej pracy na Śląsku Sił Zbrojnych Polski – SZP, wyzyskano prężną organizację harcerską do współorganizacji społecznej i wojskowej pracy podziemnej. Józef Pukowiec został szefem propagandy, organizatorem wydawnictwa i kolportowania prasy, dr Bolesław Wiechuła – szefem sanitarnym, Karol Kornas – szefem wywiadu, a po aresztowaniach w początkach jesieni 1940 r. również szefem sztabu Komendy Okręgu SZP. Wybrany zespół najlepszych harcerzy piotrowickich pełnił rolę łączników i wywiadowców, podczas tajnych odpraw i narad – służbę ochrony.
Karol Strózik należał do osób, które szczególnie blisko związane były z Kornasem. Co prawda z listu Adeli Korczyńskiej do Karola Strózika, którego kopię znalazłem w zbiorach tej drugiej, wynika, że to ona była autorką tego tekstu, a on się jedynie pod nim podpisał, ale podejrzewam, że jeśli nawet nie on to pisał, to jednak z pewnością on był jej informatorem, a nadto nie sądzę, aby sygnował on swoim nazwiskiem tekst, którego treść byłaby sprzeczna z tym, co on sam na ten temat wiedział.
|
| |
|
|
| |
|
|
|
|
Aresztowania, które zostały przeprowadzone na Śląsku Cieszyńskim w kwietniu 1940 r., stanowiły wielki wstrząs dla jego mieszkańców. Juliusz Niekrasz napisał w książce „Z dziejów AK na Śląsku”:
Prace organizacyjne na zachodnim Podbeskidziu zakłócone zostały w kwietniu 1940 r. szerokimi aresztowaniami, które poczyniły poważne wyrwy w polskim społeczeństwie. Gestapo nie natrafiło wprawdzie na ślad organizacji, ale przystąpiło do niszczenia wszystkiego, co mogłoby stanowić potencjalne zagrożenie bezpieczeństwa Rzeszy.
29 kwietnia 1940 roku kapitan policji ochronnej w Cieszynie Stuckemann w taki sposób podsumował akcję:
Gestapo przy pomocy policji ochronnej przeprowadziło na wielką skalę aresztowania Polaków (inteligencji). Aresztowano około 800 osób. 26 kwietnia zostały one odesłane w głąb Rzeszy.
Tymczasem wróćmy do książki Juliusza Niekrasza:
Kiedy po wojnie przeglądałem listy Polaków aresztowanych w kwietniu 1940 r. na Ziemi Cieszyńskiej, uderzyła mnie dużą liczba nauczycieli. Ujęto ich chyba wszystkich. Przy nazwiskach nauczycieli znajdowała się zwykle adnotacja: „R.n.e.”, co było skrótem słów: „Rückkehr nicht erwünscht”, czyli „powrót niewskazany”. Wśród aresztowanych byli i tacy, którzy tkwili w podziemiu, o czym gestapo nie wiedziało, tak na przykład aresztowano członków Orła Białego: kpt. Jerzego Szczurka – prezesa Strzelca, Józefa Zająca – prezesa Sokoła, Wilhelma Wojnara – działacza Orła Białego i wybitnego pedagoga, a także wielu członków TOW. [...] Wszyscy aresztowani przebywali najpierw w wielkiej , trzykondygnacyjnej ruderze po byłej fabryce mebli Kohna w Cieszynie Czeskim, a dopiero po zupełnym ich zmaltretowaniu i wygłodzeniu rozwożeni byli do obozów koncentracyjnych, przeważnie w Dachau.
Przyjrzyjmy się z kolei sylwetkom niektórych aresztowanych wówczas osób z okolic Czeskiego Cieszyna (na podstawie zapisków Józefa Mazurka):
12 kwietnia aresztowany został ks. Józef Nowak z Żukowa Górnego, który więziony był w Dachau, skąd uwolnili go Amerykanie.
W Żukowie Górnym 24 kwietnia 1940 roku aresztowany został Karol Junga (urodz. 28.10.1887 r.), członek Cieszyńskiej Rady Narodowej (1918/19), poseł do Sejmu CSR, jednakże już po kilku dniach (28 kwietnia 1940 r.) został zwolniony.
Ponownie został aresztowany 10 stycznia 1941 r. „w związku z aferą inż. Kwaśnickiego”. więziony w Cieszynie, Zwickau, Bytomiu i Katowicach. W jednym z listów poseł Junga napisał z Zwickau:
Jest nas tu przeszło 30 Cieszyniaków. Jest między nami ks. Latocha z Ogrodzonej.
Skatowany na przesłuchaniu na gestapo w Katowicach, zmarł 4 lutego 1943 roku. Trzy dni później w Żukowie Górnym odbył się jego pogrzeb. Po pogrzebie cała rodzina została aresztowana i umieszczona w Polenlagrze.
Ale wróćmy do wydarzeń z 24 kwietnia 1940 r. – tego bowiem dnia w Żukowie Górnym aresztowany został też Kula Jan (zmarł w obozie w Dachau 11.4.1942), nauczyciel w polskiej szkole ludowej Gutach.
Z Żukowa Dolnego w kwietniu 1940 roku aresztowany został Jan Wojnar...
11 kwietnia 1940 r. aresztowany został kierownik polskiej szkoły ludowej w Grodziszczu Karol Kadłubek (zmarł 17.7.1942 w obozie w Gusen), a dziesięć dni później (21.4.1940) – jego brat Jan (również nauczyciel). 22 kwietnia aresztowany został kolejny nauczyciel z Grodziszcza – Antoni Opioł.
22 kwietnia aresztowany został kierownik polskiej szkoły ludowej w Lutyni Dolnej (zmarł 18.11.1940 w obozie w Gusen). Tego samego dnia aresztowany został wójt Stanisławic Franciszek Szymanik, który zmarł w obozie w Gusen 23 sierpnia 1940 r. Wraz z nim aresztowany został jego syn Józef Szymik, który trafił do KL Auschwitz (zmarł w „pochodzie śmierci”).
W Kocobędzu 23 kwietnia 1940 r. został aresztowany nauczyciel Jan Walek, a w Podoborze 24 kwietnia – stolarz Erwin Macura (zmarł w obozie w Gusen). Tego dnia (24.04) w Mistrzowicach aresztowany został dyrektor żeńskiego seminarium nauczycielskiego w Cieszynie (również i on zmarł w obozie w Gusen), a w Podoborze – Józefa Sztarka, który był zatrudniony jako palacz w Hotelu „Polonia” w Czeskim Cieszynie (zmarł w roku 1942 w KL Auschwitz).
W Mostach k. Cieszyna 11 kwietnia 1940 r. aresztowano nauczyciela Jana Bramnego
W Ligotce Kameralnej 23 kwietnia 1940 r. aresztowano kierownika polskiej szkoły ludowej Andrzeja Brzeżka.
W Gnojniku 22 kwietnia aresztowano Jana Zielinę (lekarza), a także jego żonę – Helenę Zielinową. Następnego dnia w Trzydzieżu aresztowany został Jan Szkuta (urzędnik techniczny), który zmarł w obozie w Dachau 28.11.1940 r.
11 kwietnia 1940 r. aresztowany został Jerzy Cymorek, właściciel tartaku w Oldrzychowicach, który poniósł śmierć w obozie w Gusen 21.2.1941 r. Także 11 kwietnia 1940 r. aresztowany został Paweł Pustówka, kierownik polskiej szkoły ludowej w Oldrzychowicach, a także nauczyciel Jan Kotas. 12 kwietnia 1940 r. w Oldrzychowicach aresztowany został Jan Tacina, nauczyciel, etnograf, muzyk i literat.
|
| |
|
|
1 Użytkowników czyta ten temat (1 Gości i 0 Anonimowych użytkowników)
0 Zarejestrowanych:
Śledź ten temat
Dostarczaj powiadomienie na email, gdy w tym temacie dodano odpowiedź, a ty nie jesteś online na forum.
Subskrybuj to forum
Dostarczaj powiadomienie na email, gdy w tym forum tworzony jest nowy temat, a ty nie jesteś online na forum.
Ściągnij / Wydrukuj ten temat
Pobierz ten temat w innym formacie lub zobacz wersję 'do druku'.
|
|
|
|
|